Bowiem poczciwemu a rozumem ozdobionemu człowiekowi a czemu być ma śmierć straszna? Gdy nic na swym sumnieniu nie czuje, co by mu do łaski Pańskiej, do żywota wiecznego przekazić1783 miało. Gdyż ozdobił staniczek swój takim żywotem i takimi sprawami, że i po śmierci sława jego nigdy umrzeć nie będzie mogła. Gdy też będzie pewien, iż dusza ona miła jego w rozkoszy a w radości zachowana być ma aż do zawołania swego, a ciało też jako smacznym snem, iż też uspokojone będzie. Gdyż wie, iż to pewna a nieomylna rzecz jest, a z czasem na każdego przypaść musi. Gdyż wie, iż żadnego tak pewnego ani mocnego miejsca nie masz na świecie, gdzie by się przed tym zakryć miał, ani żadnego mocarza nie masz, co by go od tego obronić miał. A co ma być po niewoli, a czemu tego z dobrą wolą czekać nie ma? Gdyż i gość wdzięczniejszy, co sam z chuci a z miłości przydzie do kogo, niżli ów, co go wloką, a on się wydziera, a prawie gwałtem ukazuje onę niechuć1784 swoję.
Prawdać jest, iż kto się nazbyt zabawił światem tym mizernym a tymi doczesnymi nędznymi obłudami jego, który się uzłocił, upstrzył, gmachy pomarmurował, poalabastrował, pozłocił, piska, huczy, trąbi a dziwymi kształty rozkoszy swoich używa, że temu śmierć musi być straszna i żałosna. Ale jeszcze będzie żałośniejsza, gdy z guzów albo z francuzów, albo z dziwnych wrzodów nań nieobacznie przypadnie. Ano strach, ano żałość od onych nałogów swoich, ano sumnienie drży, nie czując nic dobrego w sobie, ano ni wiary, ni sprawy, ni nadzieje, ani żadnej stałości nie masz, ano jeszcze diabeł poddyma, aby w rozpacz przyszedł, a świat łudzi, a ciało drży przed strachem. Ale człowiek w statecznej myśli swej postanowiony, który poczciwie a pomiernie a pobożnie używał zawżdy cnotliwych czasów swoich, który się rozmyśla, iż to, co oczyma widzi, nigdy jego nie było, tak tego jako pożyczanego używał, a zawżdy to powinien był wrócić albo innemu oddać, kiedy mu jedno rozkazują. A czegóż się ma lękać? A czegóż ma żałować? I owszem, to wszytko z dobrą wolą woli oddać, z czego by potym srogą liczbę1785 czynić miał.
Abowiem dobry dłużnik, który się zadłuży, a wie, iż onym zadłużeniem wiele sobie zarobić może, a zasię onymże urobkiem wie pewnie, iż style troje ugonić może, a barzo rad dług on zapłaci. Także człowiek pobożny zadłużył się Panu, wielki dług wziął od Niego, dobrodziejstwa Jego, a jeśliże się w tym dobrodziejstwie Pańskim pobożnie a poczciwie zachował, o, wiele sobie urobił, a tym urobkiem wielkich sobie skarbów dostać może, a już tego pewien a ist1786 o wiecznych a niedoczesnych skarbiech swoich. A czemuż się ma wzdrygać, aby ten dług Panu zaś wrócił, gdyż już im wiele urobił, i jeszcze się wiele skarbów po nim nadziewa? Ale ów nędzny dłużnik, co jako szwiec, kiedy się na skóry zadłuży, tedy podeszwami wypłaca, który już żadnej nadzieje w wielkim zarobku nie ma, tylko się lichmaniną1787 żywi, a lichwy płaci, a barzo mu ciężko wrócić, co się komu zadłużył, a przedsię, rad nierad, przydzie święty Marcin: „Daj czynsz”. A co się go nasadzają1788 albo namęczą, to wniwecz.
A wiele poczciwych ludzi było i pogańskich, i krześcijańskich, co dobrowolnie śmierci szukali a sobie jej życzyli. Ano i Dawid na wielu miejscach Pana Boga prosił, aby mu dał oglądać skarby w ziemi żywiących. Ano i prorok Jonas, leżąc przed Niniwen miastem na onej górze pod słońcem, prosił Pana o śmierć. Ano i on starzec Symeon święty, gdy poznał zbawiciela swego na ręku swoich, tedy prosił Pana, aby go już opuścił, a wziął go do chwały swojej, powiedając, iż: „mi tego już nic nie żal, gdy oglądały oczy moje zbawiciela swego”. Nuż zasię ludzie pogańscy, tylko dla sławy swej na wielkie niebezpieczeństwa a prawie na śmierć ciała swe wydawali, na działa nabiegali, przez wojska się przebijali, na mury i w ognie wskakowali.
A co rozumiesz o onych, co się byli w onym trojańskim koniu zawarli, jeśli się ci byli dobrowolnie na śmierć nie wydali? Bo Grekowie, gdy już Trojej dobyć nie mogli, uczynili postawę i ten kształt okazali, podziękowawszy bogom swoim, iż już precz od onego miasta odciągnęli, a na pamiątkę tam bycia swego a na chwałę bogom swoim, zbudowali konia wielkiego z drzewa i pięknie ji umalowali, w którym zawarli kilkaset ludzi rycerskich. Ubodzy1789 Trojanowie, rozradowawszy się onemu pokojowi swojemu, zbiegli się na dziw do onego konia i uradzili sobie, aby ji na wieczną pamiątkę do miasta wciągnęli. Potym sztukę muru niemałą obalili oną bestią, z wielką trudnością w miasto wtoczyli, potym sobie już wesołych czasów używali. A gdy jeszcze około onej szkapy stali, przybieżał Laokoon królewic, który był duchowny, i uderzył w onę szkapę szefelinem1790, mowiąc do nich: „Nonne haec in nostros structa est machina muros?” („A co wiedzieć, panowie, jeśliże ta szkapa na nasze mury nie jest zbudowana?”). Cóż rozumiesz, byli ci w strachu, co tam w szkapie siedzieli? Potym w nocy z onej szkapy wyskoczywszy w kilku miejscach miasto zapalili, na bezpiecznie śpiące uderzyli, bo strach wielkie oczy ma, Grekowie też wnetki1791 przyskoczyli, tak że nędzne1792 miasto wzięli i rozszarpali.
A tak wiedząc to uważny człowiek, iż w śmierci żadnego strachu nie masz, wiedząc, iż i ludzie święci, i ludzie pogańscy nic się przed nią nie trwożyli, owszem, się w nię dobrowolnie wdawali, a k’temu jeszcze i w złym drudzy sumnieniu, i żadnej sprawy około siebie postanowionej nie mając, a czemuż ten poczciwy, mając sumnienie bezpieczne, czyste, a od wszego wolne, postanowiwszy nadobnie swe sprawy wszytki, z rozważnym umysłem na wszem postanowiony będąc, a czemużby się tej bestyjej a tej niemej twarzy lękać miał, która tylko iż ciało uśpić może, ale dusza miła nigdy od niej dotkniona być nie może, tak jako nas w tym Salomon bezpiecznie uiścił1793?
4. I pogani, i czarci śmierci nie ganili
Wiele pisma i przykładów takich bychmy znaleźli, gdzie i pogani, i czarci śmierci nigdy nie ganili, i owszem, ją chwalili. Ano Sylenus, też mędrzec jeden, gdy do Adriana cesarza był za więźnia przywiedzion, gdy z nim wiele rozmawiał, po rozmowach onych prosił cesarza, aby go wolno puścił. Cesarz go spytał: „A co mi za to dasz?”. Powiedział mu Sylenus: „A coć mam dać, kiedy sam nie mam nic? Ale cię nauczę takiej rzeczy, coć za wielki skarb stanie”. Pytał go cesarz, co by to takiego było. Powiedział mędrzec: „A to napirwej żałuj, żeś się urodził, a potym proś Boga, abyś co narychlej umarł. Boś się urodził, chociaś cesarz, na wielką nędzę, na wielki kłopot, a na wielkie niebezpieczeństwo żywota swego, abowiem nie jedna śmierć za tobą chodzi, a rozmaici ludzie o tobie i rozmaitymi kształty radzą, jakoby cię z świata zgładzili. A przedsię co w tym kłopotów, frasunków a niebezpieczeństwa używiesz, a zwłaszcza w tych zamieszkach swoich, to będziesz miał w zysku. A skoro umrzesz, już sobie do każdego pokoju, do każdego bezpieczeństwa i do każdej rozkoszy fortkę otworzysz”. Cesarz rozśmiawszy się onym skarbom, a przyznawszy, iż prawdę powieda, kazał go wolno puścić.
Także i Diogenes, gdy go między innymi rozmowami tenże Adrian pytał, co by też o śmierci rozumiał, tedy mu także powiedział: „Śmierć jest pewne pielgrzymstwo, koniec każdej pracej, strach złym a rozkosz dobrym”. A pewnie, że prawdę powiedał. Bo swowolnikom a łakomcom musi być barzo straszna. Bo się jednym od nałogów barzo nie chce a drugim też od onych dosypanych skrzynek, a od wyciosanych marmurów, których nędznie użyli i niegdy by byli nie użyli. A człowiek roztropnością mądrą ozdobiony, wspomniawszy sobie, jako Pismo powiada, iż tu nie mamy miasta mieszkającego na świecie, wspomniawszy, iż to wszytko, cokolwiek mamy, nie nasze jest, jedno jakoby k’wiernej ręce nam do żywota pożyczono; wspomniawszy, iż mu tam Pan wieczne skarby obiecał i nagotował, których ani mol, ani rdza nie gryzie; uważywszy swą bezpieczną myśl i sumnienie swoje, nic mu to nie straszno, iż to uczyni, co zawżdy uczynić powinien.