A patrz, jako i czart śmierć zawżdy za wysokie dobrodziejstwo a za zacny upominek być pokładał. Jeśli kto czytał, gdy Trofon a Agamedes kościół byli Apollinowi wielkim kosztem zbudowali, w którym potym czarci mówili i ludziom odpowiedzi dawali? Przyszli potym do onego kościoła i prosili Apollina, aby je też wżdy za onę ich pracą i za on kosztowny nakład czym opatrzył. Apollin im powiedział, iż „wam takie upominki dam, których na świecie żadnych lepszych nie masz”. Ci się barzo w tym kochali i z radością tego czekali, i przyjacielom tę swą pociechę opowiedzieli. Naleźli je trzeciego dnia, a oni obadwa umarli. I obaczyli to potym oni, co się im byli tego zwierzyli, iż oni ich bogowie na on czas śmierć sobie za nawiętsze dobro i za nakosztowniejsze klenoty poczytali.

Także też oni dwa bracia Kleobis a Biton, których matka wedle onego starego zwyczaju pogańskiego była kapłanem, którą zwano Argia, gdy na jakiś fest1794 miała iść przed miasto do kościoła sprawować ony cerymonije swoje, synowie jej prosili, aby dla zacności swej pieszo nie szła, ale wsadziwszy ją na wózek, pięknie przystroiwszy, sami ją dwa wieźli do kościoła onego. Gdy ofiary czyniła onym bogom swoim, także ich prosiła, aby to onym synom za onę poczciwość, co jej uczynili czym dobrym oddali, i pewnie jej to obiecali. Była z nimi już na ony obietnice wesoła, a po onej krotofili spać się pokładli. Rano wstała, a synowie jeszcze śpią, nie kazała ich budzić aż ku południu było, powiedziała, iż to już długo śpią, kazała je potym obudzić. Ci, co je szli budzić, naleźli je, a oni obadwa umarli. Matce powiedzieli, ona się nic nie zatroskawszy, powiedziała, iż: „widzę, iż u bogów nie masz nic lepszego ani kosztowniejszego jedno śmierć, gdyż to mym synom dali, co im byli z wielkiej łaski dać obiecali”.

6. Nierozmyślnym śmierć strach, rozmyślnym krotofila

A tak jako się pirwej wspominało, bogaczom a łakomcom a rozkosznikom straszna jest śmierć, ale ludziom mądrym a słusznie rozmyślnym nic to straszno być nie może. Bo nie darmo ono Salomon w swej prośbie, którą czynił do Pana, dokładał: „Bogactwa zbytniego nie daj mi, mój miły Panie, tylko mi daj słuszne potrzeby do żywności mojej. Abowiem w bogactwie będąc nasycony boję się, bych cię nie zapomniał, a nie pytał się potym, co to jest za Bóg i które jest imię Jego”. A tak nie dziw bogaczowi strach śmierci.

Antygon, król macedoński, gdy był barzo niemocen, a iż baczył, iż go panowie i inni przyjaciele żałowali, tedy im powiedział, iż: „mię żałując, zaźrzycie mi mego dobrego. Abowiem ta niemoc jest do mnie prawie posłem, upominając mię, iżem jest człowiek, a iżbych pamiętał potym na śmiertelność swoję, będęli żyw, a nie wznosił się ku górze z omylnymi myślami swymi. A jeśli umrę, tedy dług zapłacę, a pokój sobie uczynię”.

Niedawno zeszły1795 on cesarz sławny Maksymilian1796, gdy mu w Tyrolu pałac jakiś budowano, tedy tam coś murarze a cieśle pomylili; gdy przyszedł oględować, tedy starszy ten mistrz jakąś zafrasowaną twarz ukazał. Cesarz mu przyszedszy poszeptał: „Nie frasuj się, boć ja ten dom nie wiem komu ji jeszcze buduje, ale przydziesz do mnie po obiedzie, tedy mi mój własny domek zbudujesz”. Cieśla się zadziwowawszy, co by to miał być za domek, co by ji za kilka godzin zbudować miał, szedł potym na czas naznaczony do cesarza. Cesarz, zawarszy się z nim, po cichu kazał mu wnet trunę zbudować, a iżby tego nikomu nie powiedał. A gdy już truny dokonał, powiedział mu cesarz, iż: „To dopirko jest własny domek mój, tam tego już dobudujcie jako chcecie, bo nie wiem, komu ji budujecie”. Potym cnotliwy cesarz, onę trunę zawinąwszy, pięć lat z sobą wszędzie woził i w każdej potrzebie z nim bywała, a powiedział, iż „to też mam swój tajemny skarb”. A gdy umarł, rzucili się do skarbu, aliści truna, a w trunie nic nie masz. Obaczyli to potym, iż to jego był tajemny skarb: pomnieć zawżdy na śmiertelność swoję. Także go potym w niej z wielką poczciwością jako cesarza schowali.

Tenże sławny cesarz, gdy już miał umrzeć, prosił panów swoich, aby ciało jego przez kilko dni niezakryte leżało. A gdy go panowie pytali, co by było po tym1797, powiedział, iż: „niech się każdy dziwuje a przypatruje się mocy śmiertelnej, iż ani cesarz, ani żadny potentat jej się nigdy obronić nie może. A niech też sobie każdy wspomni śmiertelność swoję, a iż to dług jest pewny a nieomylny, a każdy ji z czasem swym pewnie zapłacić musi”.

W onym sławnym Egipcie ten był obyczaj, iż gdy panowie jaki sobie fest czynili, tedy gdy byli naweselszy przyszedł muzyk jaki albo skrzypiec jaki, a przyniósł na sobie obraz drzewiany jakoby człowieka umarłego, tamże ji podle siebie postawiwszy, napirwej, poglądając na on obraz, żałosne wiersze śpiewał, aby każdy czasu nabezpieczniejszego a naweselszego na to sobie wspominał, iż też taki ma być, a iż się temu nikt żadnym bogactwem ani żadną mocą obronić nie może, aby tego długu płacić nie miał. Potym też zasię inne biesiedne a wesołe wirsze śpiewał.

Abowiem i my, co po tym świecie do tego krysu obiecanego wędrujemy, jestechmy podobni ku onym, co w drogę idą i potkają gdzie jakie piękne drzewo z szyrokim liściem, a cień rozkoszny pod nim, to się tu pokładą, to się tu rozuwają, to się ocierają, drugim się przespać chce. A przedsię kochaj1798 się ty, jako chcesz, dalej w drogę wędrować, a tam być, gdzie potrzeba a gdzie każdy być musi. Także my też pod tym drzewem a pod tym cieniem świata tego to się oskubamy, to się przewracamy, to się chłodzimy, to się nam nie chce z cieniu tego, a przedsię wędrować, a przedsię tam być, gdzie każdego powinność niesie, by się nabardziej ociągał z cieniu tego.

Prosto jestechmy jako on dziad, co o nim Ezop bajał, który niósł w gorący dzień brzemię drzew z lasa na sobie i stanąwszy także pod drzewem w cieniu, zrzucił z siebie ono brzemię drew, i powiedział: „Ej, już bych snać wolał śmierć, niżli się z tymi drwy dźwigać”. A śmierć wnet podle niego stanęła: „A czego chcesz, bracie? Owom ja gotowa”. Dziad, wejrzawszy jej w oczy, ubznął się1799 i powiedział stojąc pokornie: „Nic, moja miła siostro, chciałem cię prosić, byś mi tych drew pomogła na ramię założyć, ale już nie trzeba, bom sobie już odpoczynął, założę sam”. Tak ci nas świat łudzi, iż gdy sobie czasów a przypadków powinnych nie rozważymy, tedy nam ta nieszlachetnica straszna, która zaprawdę, kto się obaczy, nie ma przecz1800 straszna być.