3. Jako prawdę od fałszu rozeznać

A wszakoż jest to rzecz potrzebna poczciwemu stanowi na pilnej baczności mieć, aby się w tym świętym klenocie a w tej poważnej prawdzie na wszem statecznie a mocnie zachował, tedy mu też tego iście1043 nie mniej potrzeba, aby ją też i w kim innym rozważyć a obaczyć umiał, bo się to na wiele rzeczy przygodzi1044. Bo i sam się może przestrzec onym złym przykładem drugiego, i onego też może czasem przestrzec poczciwie z onego szkodliwego przypadku jego. I to k’temu, iż obaczywszy go w tym upornego a niedbałego, może się przestrzec, aby mu nie dał nic na sobie wyłudzić a od prawdy się uwieść, i towarzystwa z nim mieć już się też przestrzegać będzie. Bo to stary przymiot1045 w narodzie naszym, iż jaki sam kto jest, rad by, aby tacy wszyscy byli.

Abowiem już nie może być szkodliwsza rzecz, jako gdy kto nadobnymi, farbowanymi słówki a oną anielską postawką pokrywa prawdę świętą, a fałsz a onego nieszlachetnika chce prawdą uczynić. Jeszcze to snać szkodliwszy niżli on pies, co się idąc do ciebie łasi a marda ogonem, a gdy się nie obaczysz, alić on za nogę cap. Bo wżdy ów, co szczeka, jeszcze wżdy przestrzega, że wżdy człek nań sobie kija szuka albo sobie korda poprawi. Abowiem taki człowiek onymi takimi obleśnymi1046 słówki ucukrujeć tak potrawkę, iż by nasłońsza, tedyć się słodka będzie widziała. Podać tak piękne a zafarbowane słówka, żebyś ty przysiągł, że to szczyra prawda, i dasz się snadnie na wszytko przywieść, i wszytko uczynisz, na coć jedno radzić będzie.

Abowiem słychamy, iż na morzu wielkie niebezpieczeństwa są i wielkie się dziwy ukazują. A mądry marynarz tedy i ony niebezpieczeństwa roztropnie obchodzić umie, i ony dziwy okrócić1047, iż mu nic szkodzić nie mogą. Obychmy się my też, nędzni marynarze, obaczyli, po jakich niebezpieczeństwiech na tym omylnym morzu tego obłudnego świata pływamy i jakie dziwy około nas się zataczają, pewnie moglibychmy pilniej się ich strzec, niżli on marynarz na morzu. A pilnie się nam trzeba tych dziwów strzec, bo słyszymy, iż wżdy tam na morzu jakieś syreny głośno śpiewają, niżli1048 ludzi zdradzą. Ale tu nasze syreny świata tego iście nie trzeba im głośno śpiewać; tak ci pięknie ucho naszepce, iż ani sam wzwiesz1049, ani się obaczysz, kiedy się zanurzysz a z okrętu spadniesz, a snadnie cię przywiedzie on pan syrena, nie śpiewając, na co będzie chciał.

A snać tam na ty dziwy w bębny biją, aby je odstraszyli a z dział strzelają. I u nas też takżeby też snać mało nie lepiej czynić, głośno a jawnie wszytkim mówić, nie szeptać, po kąciech się nie odwodzić. Bo stąd i śmiech, i dobra biesiada, i dobre towarzystwo, i ćwiczenie z nadobnych a z poczciwych rozmówek roście. A gdyby mi co pan syrena szeptać chciał, o, wierę z nim do jutra ad deliberandum1050, aż się obaczysz albo się od kogo inszego dowiesz, co tam w tym garnku pod pokrywką wre, jeśli piołun, jeśli szałwia. Abowiem to jest nadobny przymiot każdego poczciwego człowieka, gdzie są słowa jasne, a nie ponure, a prawie sękowate, a iż się twarz i postawa, i sprawa nadobnie wszytko z poczciwym skutkiem zgadzają, a od cnoty sławnej nic się nie odstrzelawają.

Bo patrzaj więc na owego sprośnego a przemierzłego chłopa, co się więc owo słówki niewieścimi pieści, więc się tu umizga, chociaj mu nie trzeba, więc tu postawki1051 dziwne stroi, więc tu słówka rozlicznymi przysmaczki cukruje, jeśliże mu to pochwalić masz albo nie. Abowiem wierz mi, iż tam ledwo trzecie słówko prawdziwe będzie. Abowiem uczciwa prawda nie potrzebuje ani postawek żadnych, ani umizgania żadnego, ani pośmieszków żadnych, ani farbowanych a cukrowanych słówek, jedno jako cieśla siekierą raz wraz, a nigdy nie chybiać, ani się na stronę uchylać, jedno jeśli tak, niech będzie pewnie tak; jeśli też nie tak, to już też tam niechaj na stronie1052 zostanie.

Solon, atenieński filozof i przełożony, gdy Ateńczyki w prawa i w poczciwe obyczaje wprawował, tedy ich ni z czegoj1053 więcej nie przestrzegał, jedno z nieprawdy, wywodząc im to, iż prawda jest najprzedniejszy wódz u wszech innych cnot. Tedy przyszedł do niego jeden zacny mieszczanin, któremu się ty ustawy Solonowe nie podobały, wolałby był tak pustopas1054 chodzić. I chcąc mu to rozradzić1055, powiedział mu na jednego zacnego mieszczanina, iż to tam mówił na jednym miejscu: „Wierę, nie wiem, co nam po tych prawiech, by nas jedno Solon pod pokrywką tych praw w jaką niewolą nie przywiódł”. Solon obaczył, iż to nastrzępiona prawda1056, powiedział mu: „Miły panie, poczekaj mało, iż po tego poślę, a będę z nim o tym mówił”. Ten powiedział: „O, nie poczekam, bo byś mię z nim zwadził, i proszę cię, nie powiedaj mu tego”. Solon mu powiedział: „Nu, kiedy mu tego nie śmiesz w oczy rzec, tedy ja też temu nie wierzę, bo prawda ma być jasna a nigdy nie pokątna”.

Sewerus Aleksander był to zacny cesarz w Rzymie, a bardzo się tymi nieprawdzicy1057 brzydził. Turnius, jego jeden zacny dworzanin, zawżdy sobie tę postawę czynił, jakoby też co na nim u cesarza należało1058. To go już wodził, to się do niego schylał, jakoby co cesarz z nim mówić chciał. Cesarz, acz to baczył, ale tak tego do czasu zaniechawał, czekając, na co ten czyha. Jeden ubogi człowiek, który pilną sprawę u cesarza miał, dał onemu Turniusowi niemałe upominki, aby mu do cesarza przystęp uczynił albo onę rzecz jego tam u cesarza odprawił. Turnius przyszedszy nachylił się do cesarza, a nic nie mówił. A do onego nieboraka przyszedszy, powiedział mu: „żem ci już wszystko zjednał1059”. Potym szczęściem przypadło, iż cesarz onemu nędznikowi tak, jako mu było potrzeba, wszytko przysądził, i przy wszytkim został. Turnius, przyszedszy do niego, powiedział mu: „A prawda, żem ci wszytko zjednał, jakom ci powiedział?”. Ten nieborak z wielkim płaczem dziękował i znowu mu drugie upominki dał. Cesarz, gdy się tego dowiedział, kazał słup pośród1060 rynku wkopać i kazał pana Turniusa do niego przywiązać, i nagarnąwszy plugawego śmiecia kazał pod nim kurzyć, aż ledwe żyw został, a woźnemu kazał wołać i na słupie potym napisać, iż: „kto wiatrem służy, temu dymem ma być płacono”. A tak patrz, jako to omylnikom1061 omylne rzeczy tedy też omylnie wychodzą, a prawda święta zawżdy jako słońce oświecić się musi, a blask jej nigdy ustać nie może.

Amazidis był okrutnik wielki i posłał do jednego egipskiego kapłana, gdy ofiary bogom swym wedle swego zwyczaju rozrębował, aby mu sztukę z onych ofiar co nagorszą i co nalepszą posłał. A ksiądz mu posłał ozor i wskazał do niego: „Ta sztuka u bydlęcia nie jest szkodliwa, a nie umie ani źle, ani dobrze uczynić. Ale u człowieka, gdy się na złe obróci, już żadna szkodliwsza być nie może. A gdy się też na dobre obróci, już też żadna lepsza i pożyteczniejsza być nie może”. Amazidis zeznawszy1062, iż to prawda, wdzięcznie wszytko przyjął od niego.

4. Roztropny ma pilno upatrować, co pod pokrywką wre