świętością urzeczywistnioną. zostałem mistycznym kapralem

nawiedzonych paranoików zarywających

noce nad plastikowymi flaszkami wina za sześć franków

przed wyjściem do roboty na szóstą na czarno na budowie

właściwie przestałem pisać, czasami opowiadam klechdy

o Polsce, wzruszam publiczność, biorę za to pieniądze

właściwie przestałem pisać. coś wisi w powietrzu,

jakieś oczekiwanie, kiedy przymknę powieki

widzę przez drgające w upale powietrze czerwoną

spękaną skorupę ziemi, pokryte kurzem woły