Nigdy mnie tak nie parły pokusy palące;

I czuję, że mi chyba przyjdzie zdechnąć marnie,

Gdyby los na zawodu skarał mnie męczarnie.

Jak to! miałżebym czuwać nad jej wychowaniem,

Z czułością tak gorliwą, z tak szczerem oddaniem,

Miałbym ją w domu swoim chować od maleństwa,

Nadziei tyle wiązać do tego małżeństwa,

Budzące się jej wdzięki śledzić tkliwym wzrokiem,

I lat trzynaście chować ją tutaj pod bokiem,

By młody błazen, co jej dziś przypadł do smaku,