Wazon, co w pokoiku jej kominek zdobi.

Musiał kozieł rogaty już przejrzeć bez mała

Tę sztuczkę, co mu kiedyś tak dzielnie spłatała.

Wreszcie, po dobrej chwili tych wariackich marszy,

I na niewinnych sprzętach swoją złość wywarłszy,

Zazdrośnik, mimo że w nim furia nie wychłódła,

Wypadł wreszcie z pokoju, a ja z mego pudła.

Jednakowoż, ze względu na tę przykrą postać,

Baliśmy się już dłużej ze sobą pozostać.

To było zbyt zuchwałe; za to dzisiaj w nocy