Świat rozdzielił się między dwie potężne republiki: Rzym i Kartaginę. Ale gdy początki rzeczypospolitej rzymskiej znane są dokładnie, powstanie Kartaginy pozostało bardzo ciemne. Nie znamy książąt afrykańskich od czasu Dydony; nie wiemy jak postradali władzę. Cudowny rozrost rzeczpospolitej rzymskiej byłby wielkim szczęściem dla świata, gdyby nie owa niesprawiedliwa różnica między obywatelstwem rzymskim a pobitymi ludami; gdyby namiestnicy posiadali mniejszą władzę; gdyby przestrzegano świętych praw przeciw ich tyranii, i gdyby, dla nakazania prawom tym milczenia, nie posługiwali się tymiż skarbami, które niegodziwość ich zdołała zgromadzić.

Zdaje się, że wolność właściwa jest duchowi Europy, niewola zaś Azji. Próżno ofiarowali Rzymianie Kapadocyjczykom ów cenny skarb: nikczemny naród odrzucił go i pobiegli ku niewoli ze skwapliwością, z jaką inne ludy biegły ku wolności.

Cezar zdławił republikę rzymską i poddał ją samowładztwu.

Europa jęczała długo pod wojskowym i despotycznym rządem; łagodność rzymska zmieniła się w okrutny ucisk.

Wszelako od północy wyłoniła się nieskończona liczba nieznanych narodów i rozlała się strumieniem po rzymskich prowincjach. Widząc łatwość zarówno podbojów, co rabunku, najeźdźcy rozszarpali cesarstwo rzymskie i pozakładali królestwa. Ludy te były wolne i tak bardzo ograniczały władzę swoich królów, że byli oni właściwie tylko wodzami lob generałami. W ten sposób królestwa owe, mimo że oparte na sile, nie odczuły jarzma zwycięzcy. Kiedy ludy Azji, jak Turcy i Tatarzy, dokonywały podbojów, wówczas, same podległe woli jednego, myślały tylko o tym, aby dostarczyć nowych poddanych i umocnić siłą oręża jego absolutyzm; natomiast ludy Północy, wolne w swoim kraju, opanowując prowincje rzymskie, nie dały wodzom swoim zbyt rozległej władzy. Niektóre nawet z tych ludów, jak Wandale w Afryce, Goci w Hiszpanii, składały królów z tronu, kiedy nie były z nich zadowolone; u innych, powaga księcia była ograniczona na tysiąc sposobów. Wielu starszych w narodzie dzieliło ją z nim; wojny można było podejmować jedynie za ich zgodą; łupy dzieliło się między wodza i żołnierzy; żadnego podatku na rzecz księcia; prawa stanowiło się na zgromadzeniach narodu. Oto fundamentalna zasada państw, które powstały na szczątkach cesarstwa rzymskiego.

Wenecja, 20 dnia księżyca Rhegeb, 1719.

List CXXXII. Rika do ***.

Przed kilku miesiącami znalazłem się w pewnej kawiarni; zauważyłem tam szlachcica, dość grzecznie odzianego i zażywającego posłuchu. Mówił o przyjemności mieszkania w Paryżu; ubolewał nad położeniem, które zmusza go pleśnieć na prowincji. „Mam, rzekł, piętnaście tysięcy funtów renty w ziemi; otóż, uważałbym się za szczęśliwszego, gdybym miał czwartą część tego w pieniądzach albo walorach. Darmo naciskam dzierżawców, gniotę ich procesami; osiągam tylko tyle, że stają się bardziej niewypłacalni: nigdy nie zdołałem zgromadzić więcej niż sto pistolów naraz. Gdybym zadłużył się bodaj na dziesięć tysięcy, zajęto by mi wszystką ziemię i byłbym żebrakiem.”

Wyszedłem, nie zwracając zbytniej uwagi na te lamenty; ale znalazłszy się wczoraj w owej dzielnicy, zaszedłem do tej samej kawiarni. Ujrzałem tam człowieka poważnego, o bladej i wychudłej twarzy, który, wśród kilku rozprawiających, siedział martwy i niemy; wreszcie wybuchnął: „Tak, panowie; jestem zrujnowany; nie mam z czego żyć; zostało mi dwieście tysięcy funtów w biletach bankowych i sto tysięcy talarów w srebrze. Znajduję się w położeniu wprost straszliwym; myślałem, żem bogaty, a jestem nędzarzem. Gdybym miał bodaj kawałek ziemi, gdzie bym się mógł schronić, wiedziałbym, że będę miał co do ust włożyć; ale nie mam ani tyle, ile by się dało przykryć tym kapeluszem.”

Zwróciłem przypadkiem głowę w drugą stronę i ujrzałem innego znów jegomościa, który miotał się jak opętany: „Komuż zaufać dzisiaj? wykrzykiwał. Łajdak, któregom uważał tak dalece za swego przyjaciela, że pożyczyłem mu pieniędzy, i on mi je oddaje! Cóż za przewrotność! Niech mówi co chce, dla mnie zostanie już na zawsze szubrawcem.”