Kiedy mówisz, że sztuki prowadzą do zniewieściałości, nie masz chyba na myśli ludzi którzy się im poświęcają. Tym obca jest bezczynność, która, ze wszystkich przywar, najbardziej się przyczynia do upadku ducha.
Może być zatem mowa jedynie o tych, którzy z nich korzystają. Ale ponieważ w dobrze rządzonym kraju ci, którzy korzystają ze zdobyczy jednego rzemiosła, sami, o ile nie chcą popaść w hańbiący niedostatek, muszą uprawiać inne, wynika stąd, że gnuśność i bezczynność nie godzą się z rozwojem sztuk i przemysłu.
Paryż jest może ze wszystkich miast w świecie najzmysłowszy, najwyszukańszy w uciechach; ale nie ma może miasta, gdzie by prowadzono twardsze życie. Aby jeden człowiek mógł żyć rozkosznie, musi stu pracować bez wytchnienia. Dama uroiła sobie, że musi wystąpić w takim a takim stroju; z tą chwilą pięćdziesięciu rękodzielników musi wyrzec się snu i nie ma chwili czasu na jedzenie i picie. Wydała rozkaz i znajduje posłuch rychlejszy, niżby go znalazł sam nasz monarcha, bo chęć zysku jest największym monarchą.
Ta gorliwość w pracy, ta namiętność bogacenia się przechodzi z jednego stanu na drugi, od rękodzielników aż do mocnych panów. Nikt nie lubi być uboższy od tego, kogo widzi bezpośrednio ponad sobą. Spotkasz w Paryżu człowieka, który ma z czego żyć aż do dnia sądu ostatecznego, a który pracuje bez wytchnienia i naraża się na skrócenie swych dni, aby, jak powiada, zarobić na życie.
Ten duch ogarnia cały naród; wszędzie przemysł i praca. Gdzież jest tedy owa zniewieściałość, o której tyle prawisz?
Przyjmijmy, Rhedi, iż w jakimś królestwie dozwolono by jedynie sztuk nieodzownych do uprawy ziemi (a jest ich niemało) i że wygnano by wszystkie te, które służą przyjemności i zachceniu; otóż, twierdzę, że państwo to byłoby jednym z najnędzniejszych w świecie.
Gdyby nawet mieszkańcy mieli dość hartu, aby się obyć bez tylu rzeczy, które się stały ich potrzebą, lud marniałby z każdym dniem; państwo zaś popadłoby w taką słabość, że najniklejsza potęga zdołałaby je zawojować.
Łatwo byłoby wejść w szczegóły i wykazać, że dochody poszczególnych osób ustałyby prawie zupełnie, a tym samym i dochody monarchy. Nie byłoby wymiany talentów; wyschłoby źródło krążenia bogactw i mnożenia się dochodów, które pochodzą z wzajemnej zależności sztuki i rzemiosł. Każdy żyłby z płodów ziemi i dobywałby z niej tylko tyle, ile ściśle potrzeba, aby nie umrzeć z głodu. Ale ponieważ to nie stanowi ani dwudziestej części dochodów państwa, musiałaby ilość mieszkańców skurczyć się odpowiednio, aż by ich została ledwie jedna dwudziesta.
Zauważ, do jakich rozmiarów sięgają dochody z rękodzieł. Kapitał daje posiadaczowi jedynie dwudziestą cząstkę swej wartości; ale, przy pomocy farb za dukata, malarz wymaluje obraz, który mu ich przyniesie pięćdziesiąt. To samo można rzec o złotnikach, o przemyśle wełnianym, jedwabnym i wszelakich rękodziełach.
Z tego musimy wnioskować, Rhedi, iż jeżeli władca ma być potężny, muszą jego poddani opływać w rozkosze; musi z tą samą usilnością dostarczać im wszelakiego zbytku, co rzeczy ściśle potrzebnych do życia.