Rozdział XXII. O traceniu dzieci.

Pierwsi Rzymianie mieli dość dobry system co do tracenia dzieci. Romulus, powiada Dionizy z Halikarnasu, nakazał wszystkim obywatelom, aby wychowali wszystkie dzieci płci męskiej oraz najstarsze z córek. Jeżeli dzieci były kalekie i potworne, pozwalał je tracić, pokazawszy je pięciorgu najbliższych sąsiadów.

Romulus nie pozwolił zabijać żadnego dziecka, mającego mniej niż trzy lata: przez to godził ustawę, która dawała ojcom prawo życia i śmierci nad dziećmi, z tą, która zabraniała ich tracić.

Czytamy jeszcze w Dionizym z Halikarnasu, że prawo, które nakazywało obywatelom żenić się i wychowywać wszystkie swoje dzieci, była w mocy w 227 roku rzymskim; widzimy, iż zwyczaj ograniczył prawo Romulusa, który pozwolił tracić młodsze córki.

Co prawo Dwunastu Tablic, wydane w roku rzymskim 301, postanawiało o traceniu dzieci, wiemy jedynie z ustępu w Cyceronie, który, mówiąc o trybunacie ludowym, powiada, że zaraz po swoim urodzeniu, podobnie jak poczwarne dziecko z prawa Dwunastu Tablic, został uduszony: dzieci, które nie były poczwarne, chowano tedy, i prawo Dwunastu Tablic nie zmieniło nic w dawniejszych ustawach.

„Germanie, powiada Tacyt, nie tracą swoich dzieci; dobre zwyczaje mają u nich więcej siły niż gdzie indziej dobre prawa”. Były tedy u Rzymian prawa przeciw temu zwyczajowi i już się ich nie trzymano. Nie znajdujemy żadnego prawa rzymskiego, które by pozwalało tracić dzieci: było to z pewnością nadużycie wprowadzone w ostatnich czasach, kiedy zbytek zabił dobrobyt, kiedy podzielone bogactwa nazwano ubóstwem, kiedy ojciec uważał, że traci to, co daje rodzinie, i zaczął rozróżniać tę rodzinę od swojej własności.

Rozdział XXIII. O stanie świata po zniweczeniu Rzymian.

Ustawy, jakie wydawali Rzymianie, aby pomnożyć liczbę obywateli, były skuteczne przez ten czas, kiedy republika, w sile swego rządu, potrzebowała wyrównywać jedynie straty, jakie ponosiła wskutek swego męstwa, swej odwagi, swej stałości, swej miłości chwały i swojej cnoty. Ale niebawem najroztropniejsze prawa nie mogły odbudować tego, co konająca republika, co powszechna anarchia, co rząd wojskowy, co srogie cesarstwo, co pyszny despotyzm, co słaba monarchia, co tępy, głupi i zabobonny dwór ustawicznie niszczyli: można by rzec, że zdobyli świat jeno po to, aby go osłabić i aby go wydać bez obrony barbarzyńcom. Goci, Getykowie, Saraceni i Tatarzy runęli na nich kolejno: niebawem barbarzyńcy mieli już do niszczenia tylko barbarzyńców. Tak, w bajecznych czasach, po powodziach i potopach, wychodzili z ziemi zbrojni ludzie, którzy się tępili wzajemnie.

Rozdział XXIV. Zmiany zaszłe w Europie co do liczby mieszkańców.

Trudno by uwierzyć, aby znalazłszy się w tym stanie, Europa mogła przyjść do siebie; zwłaszcza kiedy, pod Karolem Wielkim, utworzyła już tylko jedno rozległe cesarstwo. Ale, z natury ówczesnego rządu, podzieliła się na mnóstwo małych państewek. Że zaś pan rezydował w swojej wsi lub w swoim mieście; że był wielki, bogaty, możny, — co mówię! — że był bezpieczny jedynie przez liczbę swoich mieszkańców, każdy starał się bardzo troskliwie o to, aby swój kraik doprowadzić do rozkwitu: i powiodło się to tak dalece, że mimo zamętu w rządzie, mimo braku wiadomości handlowych, jakie nabyto później, mimo mnogości wojen i ustawicznych zwad, większość Europy była obficiej zaludniona, niż jest dzisiaj.