Rozdział XXX. Uwagi nad apelacjami.

Zrozumiałe jest, iż apelacje, które były wyzwaniem do walki, trzeba było wnosić natychmiast. „Jeżeli ktoś opuszcza sąd, nie apelując, powiada Beaumanoir, traci prawo do apelacji i uznaje wyrok za dobry”. Tak zostało nawet wówczas, gdy ograniczono zwyczaj sądu przez walkę.

Rozdział XXXI. Dalszy ciąg tegoż przedmiotu.

Człowiek z gminu nie mógł zadać fałszu sądowi swego pana: dowiadujemy się o tym z Défontaines’a, a potwierdzają to Postanowienia. „Tak więc, dodaje Défontaines, nie ma między tobą, panem, a twoim chłopem innego sędziego prócz Boga”.

Zwyczaj to sądu przez walkę wykluczył ludzi z gminu od możności zadania fałszu sądowi swego pana; to jest tak dalece prawdą, że ludzie z gminu, którzy, z dekretu czy ze zwyczaju, mieli prawo walczyć, mieli też prawo zadać fałsz sądowi swego pana, choćby nawet ludzie, którzy ich sądzili, byli szlachtą; a Défontaines podaje sposoby mające bronić od tego zgorszenia, by chłop, zadając fałsz sądowi, walczył za szlachcicem.

Kiedy praktyka sądów przez walkę zaczęła zanikać i kiedy zaczął wchodzić w życie zwyczaj nowych apelacji, uznano iż niesłuszne jest, aby osoby wolne miały sposób przeciw niesprawiedliwości sądu swoich panów, gmin zaś aby go nie miał; wówczas parlament zaczął przyjmować ich apelacje, tak jak osób wolnych.

Rozdział XXXII. Dalszy ciąg tegoż przedmiotu.

Kiedy ktoś zadał fałsz sądowi swego pana, ten stawał osobiście przed suzerenem, aby bronić wyroku swego sądu. Tak samo w wypadkach apelacji o brak sprawiedliwości, strona pozwana przed suzerena wiodła z sobą swego pana, iżby, jeśli winy nie udowodniono, mógł odzyskać prawo sądu.

Z czasem, gdy to, co było jedynie dwoma poszczególnymi wypadkami, stało się ogólnym dla wszystkich spraw przez wprowadzenie wszelakiego rodzaju apelacji, wydało się niewłaściwe, aby pan musiał trawić życie w obcych trybunałach i dla obcych spraw. Filip Walezy nakazał, iż jedynie sędziowie mają być pozywani. I kiedy zwyczaj apelacji stał się jeszcze częstszy, rzeczą stron było bronić się przed apelacją; sprawa sędziego stała się sprawą strony.

Powiedziałem, iż w razie apelacji o brak sprawiedliwości pan tracił tylko prawo sądzenia sprawy na swoim dworze. Ale jeżeli pan był zaczepiony sam jako strona, co stało się bardzo częste, płacił królowi albo suzerenowi, przed którego go pozwano, grzywnę sześćdziesięciu funtów. Stąd, kiedy apelacje stały się powszechnie przyjęte, poszedł ten zwyczaj, aby kazać płacić grzywnę panu, kiedy uchylono wyrok jego sędziego: zwyczaj, który utrzymał się długo, potwierdzony ordynacją rusylońską, a który zabiła w końcu własna jego niedorzeczność.