Rozdział V. Dalszy ciąg tegoż przedmiotu.

Prawo, o którym będę mówił, znajduje się w owej przysiędze, którą zachował nam Eschines. „Przysięgam, że nigdy nie zniszczę miast Amfiktionów i że nie będę odwracał ich strumieni; jeżeli jakiś lud ośmieli się uczynić coś podobnego, wydam mu wojnę i zniszczę jego miasta”. Ostatni punkt tego prawa, który zdaje się potwierdzać pierwszy, jest z nim w istocie sprzeczny. Amfiktion chce, aby nie pustoszono nigdy miast greckich, a prawo jego otwiera wrota pustoszeniu tych miast. Aby utworzyć dobre prawo narodów u Greków, trzeba było przyzwyczaić ich do myśli, że to jest okrutna rzecz niszczyć miasto greckie; nie powinien był tedy niszczyć nawet niszczycieli. Prawo Amfiktiona było słuszne, ale nieroztropne. Dowodzi tego nadużycie, jakiemu dało powód. Czyż Filip nie kazał sobie przyznać władzy niszczenia miast pod pozorem, że pogwałciły prawa Greków? Amfiktion mógł był nałożyć inne kary: mógł nakazać na przykład, że pewna ilość urzędników najeźdźczego miasta, lub też wodzowie gwałcicielskiego wojska będą ukarani śmiercią; że niszczący naród straci na jakiś czas przywileje Greków; że będzie płacił grzywnę aż do odbudowania miasta. Prawo powinno było zwłaszcza iść w kierunku wynagrodzenia szkody.

Rozdział VI. Iż prawa, które zdają się jednakie, nie zawsze mają ten sam skutek.

Cezar zabronił mieć w domu więcej niż sześćdziesiąt sestercji. Prawo to uważano w Rzymie za bardzo sposobne do pogodzenia dłużników z wierzycielami, ponieważ, zmuszając bogatych do pożyczania biednym, dawało tym ostatnim możność wypłacenia się bogatym. To samo prawo wydane we Francji, za czasu Systemu (Lawa), było bardzo zgubne: a to iż okoliczności, w jakich je wydano, były okropne. Odjąwszy wszystkie sposoby ulokowania pieniędzy, odjęło nawet środek zachowania ich w domu; co równało się wydarciu ich gwałtem. Cezar wydał swoje prawo, iżby pieniądz krążył między ludem; francuski minister wydał swoje, aby pieniądz skupił się w jednej ręce. Pierwszy dał za pieniądze dobra ziemskie lub zastaw na prywatnych osobach; drugi ofiarował w zamian za pieniądze walory, które nie miały wartości i które z natury swojej nie mogły jej mieć, dlatego że prawo zmuszało do tego, aby je przyjmować.

Rozdział VII. Dalszy ciąg tegoż przedmiotu. Potrzeba dobrego układania praw.

Prawo ostracyzmu istniało w Atenach, w Argos i w Syrakuzach. W Syrakuzach sprawiło ono tysiączne nieszczęścia, ponieważ sporządzono je bez rozwagi. Przedniejsi obywatele wyganiali się nawzajem, kładąc sobie liść figowy w rękę; tak iż ci, którzy byli coś warci, usuwali się od spraw. W Atenach, gdzie prawodawca zrozumiał zakres i granice, jakie należało dać temu prawu, ostracyzm był rzeczą wyborną; nie poddawano mu nigdy więcej niż jedną osobę; trzeba było tak wielkiej ilości głosów, że trudno byłoby wygnać kogoś, czyja nieobecność nie byłaby potrzebna.

Można było wypędzać tylko co pięć lat: w istocie, z chwilą gdy ostracyzm miał dosięgać jedynie wielkiej osobistości, która budziła lęk we współobywatelach, nie mogło to być rzeczą codzienną.

Rozdział VIII. Iż prawa, które zdają się jednakie, nie zawsze mają jednaką pobudką.

Przyjęto we Francji większość praw rzymskich o substytucjach: ale substytucje mają tu zgoła inną pobudkę niż u Rzymian. U Rzymian dziedzictwo łączyło się z pewnymi ofiarami, których dziedzic musiał dopełnić a które były postanowione prawem kapłanów374. To sprawiło, że Rzymianie mieli sobie za hańbę umrzeć bez dziedzica, że brali za dziedziców własnych niewolników i że wymyślili substytucje. Pospolita substytucja, którą wymyślono najpierw i która miała miejsce jedynie w razie, gdyby naznaczony dziedzic nie przyjął dziedzictwa, jest tego wymownym dowodem: nie miała na celu utrwalić dziedzictwa w rodzinie jednego nazwiska, ale znaleźć kogoś, kto by przyjął dziedzictwo.

Rozdział IX. Iż prawa greckie i rzymskie karały samobójstwo, każde z innych pobudek.