W chwili, gdy cały świat leje łzy po śmierci jego ojca; w tej chwili przerażenia, gdy wszyscy wołają Karola i nie znajdują go już; w czasie, gdy przyspiesza kroku, aby zająć jego miejsce, posyła przed sobą ludzi zaufanych, aby uwięzić tych, którzy byli wspólnikami nierządu jego sióstr. To spowodowało krwawe tragedia: była to bardzo wczesna nierozwaga. Zaczął od mszczenia zbrodni domowych, zanim przybył do pałacu, i od burzenia umysłów, zanim był panem.

Kazał wykłuć oczy Bernardowi, królowi włoskiemu, swemu bratankowi, który przybył błagać jego łaski, i który umarł w kilka dni później: to pomnożyło jego nieprzyjaciół. Z obawy przed nimi kazał ostrzyc swoich braci: to jeszcze przymnożyło mu wrogów. Te dwa ostatnie punkty bardzo mu wyrzucano: rozległy się wołania, że pogwałcił swą przysięgę i uroczyste przyrzeczenia, jakie dał ojcu w dniu swojej koronacji.

Po śmierci cesarzowej Hirmengardy, z której miał troje dzieci, ożenił się z Judytą; miał z nią syna; i niebawem, łącząc słabość starego męża ze wszystkimi słabościami starego króla, wprowadził w swoją rodzinę nierząd, który pociągnął upadek monarchii.

Zmieniał bez ustanku działy, jakie wyznaczał swoim dzieciom. Jednakże działy te były potwierdzone kolejno przysięgą jego, jego dzieci oraz panów. Znaczyło to wodzić na pokuszenie wierność swoich poddanych; znaczyło wnosić zamęt, wątpliwość i dwuznaczność w posłuszeństwo; znaczyło to mieszać rozmaite prawa książąt, zwłaszcza w czasach gdy, przy rzadkości fortec, pierwszym szańcem władzy była obopólna wiara.

Synowie cesarza, aby utrzymać swoje działy, uciekli się do kleru i dali mu niesłyszane dotąd prawa. Te prawa były pozorne; wciągano kler do udziału w rzeczy, chcąc ją w ten sposób osłonić. Agobard przedstawił Ludwikowi Pobożnemu, iż posłał Lotara do Rzymu, aby go dać ogłosić cesarzem: że uczynił podział między synów, poradziwszy się nieba trzema dniami postów i modłów. Co mógł uczynić władca zabobonny, osaczony zresztą przez sam zabobon? Łatwo pojąć, jaką klęskę poniosła dwa razy najwyższa władza przez więzienie tego władcy oraz przez jego publiczną pokutę. Chciano poniżyć króla, poniżono koronę.

Trudno pojąć zrazu, jak władca, który miał sporo przymiotów, któremu nie brakło rozumu, który kochał z natury dobro, słowem syn Karola Wielkiego, mógł mieć wrogów tak licznych, tak gwałtownych, tak nieprzejednanych, tak zaciekłych w tym, aby go znieważyć, tak zuchwałych w upokarzaniu go, tak chciwych jego zguby; i byliby go zgubili dwa razy bez ratunku, gdyby jego synowie, w gruncie poczciwsi ludzie od nich, mogli przeprowadzić jakiś plan i zgodzić się na coś.

Rozdział XXI. Dalszy ciąg tegoż przedmiotu.

Siła, jaką Karol Wielki złożył w narodzie, przetrwała za Ludwika Pobożnego na tyle, aby państwo mogło zachować swą wielkość i szacunek u obcych. Monarcha był słaby; ale naród był wojenny. Powaga malała wewnątrz, bez zmniejszenia potęgi na zewnątrz.

Karol Martel, Pepin i Karol Wielki władali jeden po drugim. Pierwszy głaskał chciwość wojowników; dwaj drudzy chciwość kleru; Ludwik Pobożny zraził sobie i tych, i tych.

W ustroju francuskim król, szlachta i kler mieli w swoim ręku całą potęgę państwa. Karol Martel, Pepin i Karol Wielki łączyli niekiedy swoje interesy z jedną z dwóch stron, aby powściągnąć drugą, a prawie zawsze z obiema; Ludwik Pobożny natomiast zraził do siebie i jedną, i drugą. Zraził biskupów przez postanowienia, które się im wydały surowe, ponieważ szedł dalej, niż oni chcieli iść sami. Bywają bardzo dobre prawa wydane w złą porą. Biskupi, nawykli w owych czasach chodzić na wojnę na Saracenów i Sasów, byli bardzo odlegli od klasztornego ducha404. Z drugiej strony cesarz, straciwszy wszelkie zaufanie do szlachty, wywyższał ludzi niskiego stanu405. Pozbawił szlachtę jej urzędów406, oddalił ją od pałacu, powołał cudzoziemców. Oddalił się od tych dwóch stanów, i one go też opuściły.