N.

CLXXX

6 maja 1874, Dębowa Góra

Ani byś się domyśliła, Wando moja, skąd mię niedawno list twój doszedł? oto z Cichawy — i dowiedziałam się, że tam do ciebie przez Gdów adresować trzeba, a ja pamiętam, że w lecie przez Bochnię pisałam. Na drugi raz przyda mi się ta wiadomość. Dzięki Bogu, że między nami tak długie spóźnienie listu żadną w osobistych stosunkach nie groziło katastrofą, ale obok twojego przez cały ten czas spoczywał list drugi: list narzeczonego do narzeczonej! no — i za to dzięki Bogu, że niedawno zerwali między sobą i poodsyłali sobie pierścionki z innego powodu, ale gdyby też właśnie to niedoszłe w porę pismo coś ważnego zawierało, gdyby na całą przyszłość dwojga zakochanych mógł wpłynąć niedbały posłaniec... nasz poczciwy, lecz trochę słabej głowy Wojciech, który wszystkie jednorazowie z poczty odebrane papiery pod poduszkę na koźle wsunął, zapomniał i dopiero teraz niedawno przypadkiem je odnalazł. Trzeba przyznać, że mogła stąd najgłupsza w świecie kombinacja się wytworzyć, a jednak wytwarzają się podobne — jak gdyby nie dość było wprost ludzkich nonsensów, raz po raz jeszcze chochliki jakieś psoty różne płatają. Gdyby choć w równej mierze na złą i na dobrą stronę — ale nie. Już to przecież sam ksiądz proboszcz na ambonie mówił, że jeśli komu chleb nasmarowany z ręki się wysunie, to zawsze masłem na piasek upadnie. Ja się teraz nie mogę uskarżać, by mi takie nieprawidłowe wypadki życiem wichrzyły; owszem, bardzo prawidłowo, bardzo konsekwentnie wszystko mi się nie wiedzie, bo coraz jestem niedołężniejsza. Chociaż mi przegląd dzieł pani Hofman najwięcej wolnego czasu zajmuje, znalazłabym niejedną jeszcze na dzień godzinę, żeby coś do twojej przyszłej biblioteczki wygotować; ale wszystkie nogi stołowe (zwłaszcza te sprzed kilkunastu laty) więcej miały ode mnie konceptu. Nic a nic wymyślić nie mogę! Jak mi kto jarzmo na kark zarzuci i ciągnąć stąd dotąd każe, to ciągnę jeszcze, trochę wolno, trochę krzywo, ale ciągnę do końca; niech mi każe z własnej woli co zrobić — ani rusz — wołowa moja natura wszelką zdolność inicjatywy zatraciła w sobie. Nie mówię ci tego przecież na upozorowanie odmownej wymówki. Mogłabym się bardzo prawnie, dowodnie z poręczeniem świadków i z plikami dokumentów usprawiedliwić brakiem czasu, koniecznością wyspieszenia z pierwej przyjętymi zobowiązaniami; lecz ja właśnie szczerze ci się przyznaję, że gdybym tylko wiedziała, o czym pisać, to bym codziennie na twoje usługi ze trzy godziny oddać mogła. W tym bieda największa, że o czym pisać? nie wiem. Najlepiej zrobisz, jeśli sama wyszukasz odpowiedniego przedmiotu, ma się rozumieć, nie tak, jak w piosnce ów chłop dla malarza: „Wszystko o wszystkim” — to dobre na gawędkę przejażdżkową między Miodową a Nowym Światem; mojej biednej głowie koniecznie czegoś stalej oznaczonego potrzeba. Namyślże się, co by to być mogło. Gdyby np. „Wstęp przygotowawczy do nauki literatury w wypisach”. Przekonałam się, że to jest metoda najlepsza: zaciekawia tych, którzy dalej uczyć się chcą i mogą — a wystarcza (w stopniu chustki do nosa) dla tych, którzy nie mają ochoty lub czasu i sposobności dalej się kształcić. W każdym razie, gdybyś mi tego nie powierzyła, gdybym ja sama zamarudziła z robotą, rozchorowała się, wpadła w zupełniejsze zdziecinnienie zgrzybiałości lub wreszcie na zawsze już z wszelkiej literackiej i ziemskiej służby wystąpiła, to pamiętaj na własny użytek nie tylko dla publiczności, ale i dla twego Staśka przed pójściem do szkół wyzyskać moją, jak ją zowię, metodę. Pierwsza miłość od siebie, więc też pierwsze początki od literatury polskiej. Przy paciorku, w piątym, szóstym roku, już można Boga rodzica nauczyć (dziecko zupełnie tyleż z tego, co z Wierzę w Boga i Zdrowaś Maria zrozumie), ucho przywyknie do starych wyrażeń, pamięć zwroty zachowa. A gdyby też, dla przekupienia pobożnych duszyczek, osobny pierwszy oddział z samych pobożności złożyć, w porządku literackim jednak? Każą nieraz dzieciom jak papugom odmawiać Pod Twoją obronę, niech by się nauczyły drobniutkiej natomiast modlitewki z książeczki Nawojki, jak ją Maciejowski nazywa, czyli św. Jadwigi, jak inni mieć chcieli — a potem Kochanowskiego psalm tak upowszechniony — coś autentycznego (w chronologii) z wojen szwedzkich, z konfederacji barskiej — Karpiński — Mickiewicz — no, już sama wiesz, co by z tego zrobić się dało. Nastąpiłaby potem literatura światowa od pierwszej ludowej piosenki do ostatniego wzniosłego, choćby ze Słowackiego, Krasińskiego ustępu. Ma się rozumieć, okres zamknąć datą stale oznaczoną, żeby się współcześni o nieobecność swoją nie obrazili — wziąć np. datę śmierci Mickiewicza — prawda, że Krasiński żył dłużej, ale już w tym czasie umarł także na geniuszu swoim. Proza szłaby w tym samym porządku i do tejże epoki; to byłby tomik jeden. Drugi zająłby literatury starożytnej okazy, zacząwszy od Indian i Chińczyków, a można by załączyć w odrębnym dziale okazy literatur pozaeuropejskich, tomik trzeci na europejskie poświęcić. Cała rzecz w tym, żeby wybór zrobić rzeczy najwybitniejszych i tomy składać niewielkie, prawdziwe „biblioteczkowe”. Wiem, że już wpadasz w myśl moją — a nawet spostrzegłaś od razu popełnioną przeze mnie omyłkę i widzisz, jak to niekonsekwentnie, kiedy od swoich zaczynam, potem w tomie drugim do starożytnych i aż za granicę Uralu przechodzę. Masz wielką słuszność — nie będę się o to spierała, chociaż nad porządkiem logicznym zapanowała w myśli prędsza potrzeba uczących się; to pewna, że pierwej potrzebują słyszeć o Homerze niż o Dantem. Ale mniejsza o to — układaj jak chcesz. Tymczasem mogę ci powiedzieć, że myśl twojej biblioteczki dawno już kiełkowała. W umyśle pani Hofman inaczej to wyglądało trochę: np. Biblioteczka miała być jedynie dla kobiet przeznaczona — wybrana z materiałów już nagromadzonych itd. — nie mniej przeto dopomina się, aby zawezwać do jej złożenia wszystkich ludzi mających w kraju naukową powagę. Ty zaś żądasz, aby ci ludzie sami z własnych prac ją ułożyli, (c’est à dire) wzywasz czasem i ludzi bez naukowej powagi, jak to wiem z przykładu pewnej biedaczki — ale kobietom niekonsekwencje powszednim chlebem serca. Niech ci te grzechy redaktorskie odpuszczone będą! W ogłoszeniu, czyli w zapowiedzi swego wydawnictwa, mogłabyś się jednak na odwieczność poczucia niedostatku podobnego zbioru powołać; wykazać nawet różnicę, jak rośnie w rozmiarach. Dawniej szło tylko o kobiety — dziś o całe pokolenie — dziś kwestia podrzędna, towarzyska niejako — stała się kwestią ogólnie-pedagogiczną, społeczną itd. itd.

Już mi napisałaś moja Wando, że mąż twój idzie trzymać do chrztu najmłodszą pannę Kaplińską, a nie napisałaś, czy już ją z pewnością Leonią nazwano. Proszę pani mojej jak zawsze, tak i teraz o wiele szczegółów — dla lepszej pamięci masz rejestr:

Przyszłe mieszkanie —

Zdrowie Staśka, rodziców jego — dziadka — ciotek —

Biblioteczka —

Projekta letnie —

Czarny marmur?