Żółta herbata?
Zobaczymy się pewnie dnia 22 maja. Przyjeżdżam, ale na kilka godzin tylko, żeby solenizantce powinszować. Staraj się koniecznie, żebyśmy się nie zminęły.
A co, czy mam dolę? właśnie w tydzień po moim wyjeździe było grane Trio — a Julia mi donosi, że wszyscy unoszą się od nim — może to sobie kiedy w ciągu roku wynagrodzę.
Czy wasz Staś biskup czy Kostka? jeśli kościelny dygnitarz, proszę złożyć mu życzenia moje w tę drugą imienin jego rocznicę.
Gdyby był z Kostków, to by o jedne imieniny mniej w życiu swoim obchodził357.
CLXXXI
25 czerwca 1874, Dębowa Góra
Cóż powiesz na to, Wando moja kochana, jak ci się przyznam, że ten list, który, ma się rozumieć, od wspomnienia twoich imienin zacząć chciałam, po pensjonarsku drugi raz przepisuję, a raczej przerabiam, a jeszcze właściwiej mówiąc, zupełnie inaczej piszę. Wpadłam na ulubioną zwrotkę paprociowego kwiatu i takie mi się dawne dzieje roić zaczęły, takie snuć mistycyzmy, że się aż zawstydziłam. Posądziłabyś mię chyba o chorobliwe rozmiękczenie mózgu, a zresztą — szanowna pani — co tobie dzisiaj o kwiatkach paproci bajać, kiedy na zawołanie masz je tuż przy sobie — rozkwitłe — to pan Żeleński — rozkwitające — to Stasiek. Wszakże ci z nimi dobrze, no więc i mnie dobrze — żadnych tedy życzeń nie składam. Są pewne wymagania względem przyszłości, jest takie lub owakie, tego lub owego oczekiwanie, są starania, zabiegi, w których ci niespokojnością lub najżywszym współczuciem towarzyszę, ale życzeń, po co to licho zaczepiać, kiedy, o ile szczęśliwą jesteś — a szczęśliwą tak poczciwie, o tyle moje życzenia spełniłaś. Ostatni raz już pono muszę ci to wszystko piśmiennie tłumaczyć. Na przyszły rok przecież osobiście się stawię; że zaś teraz o jeden dzień się spóźniłam, to dla zrównoważenia w wigilię się wybiorę. Przemyśliwałam, czy by to całej uroczystości winszowania nie dało się na dzień twoich urodzin odłożyć, ale zapewne tak wcześnie jeszcze nie wrócicie państwo ze swoich letnich wycieczek. Szkoda — trzeba się będzie imieninami ograniczyć — a to dzień smutnej rocznicy! Smutne rocznice niezadługo cały rok mi wypełnią; no, nie ma sensu gadać o takich rzeczach przy obchodzie świętej — bodaj czy nie słowiańskiej tylko Wandy. Rozstrzygnij sama, jaką masz patronkę. Lepiej ci powiem oto, że się bardzo spotkaniu z Helenką358 ucieszyłam, choć to była jedna z owych smutnych radości, co ku schyłkowi życia się przesuwają niby złote i rubinowe chmurki po zachodzie słońca. We mnie słońce już dawno zaszło, więc chmurka bez śladu przepłynie i daleko zginie — a mnie jednak żal! Roję sobie, że dawniej byłoby to inaczej. Znalazłoby się jakie słowo, co by zasnuło między nami niełatwe do stargania stosunki; przyszłoby nawet jakie zdarzenie może, co to czasem w jednym ogniu stopi lub w jednej fali zanurzy dwoje ludzi i taką z nich upodobnioną kombinację wytworzy, że już potem nie mogą rozpaść się na dwie strony świata, jako obce sobie, niepamiętające się dusze — a dzisiaj piękne i dobre przechodzi koło mnie i znika. Nie mam prawa narzekać, bo wszystko to jest według praw i porządku natury — ale że tobie, Wando, tobie, najaktualniej obecna chwilo i siło, nie udało się w jakąś nierozerwalność z nami wprząść tej bogatej osobistości, to mię dziwi — gorszy i smuci. Przecież nie godzi się tak zachwycić się kim — rękę mu bardzo czule przy pożegnaniu uścisnąć i na tym poprzestać. Z dobrego wrażenia koniecznie jeszcze lepsze w życiu wypadki i pomoc mieć trzeba, chyba tylko pani Modrzejowskiej wolno nam wdzięcznością za samo wrażenie płacić, ale Helence — nie — od niej, u niej koniecznie powinni się zachwyceni i kochający domagać z jej strony odwdzięczenia — przysług, braterstwa. Ach! jakie to stare! z mody wyszłe, a przecież niczym niezastąpione wyrażenie „braterstwo”. Łatwiej się w kim zakochać, łatwiej dać mu uznanie, poklask, uwielbienie — niż braterstwo. Może mi starość wzrok przyćmiła, ale coraz mniej go wkoło siebie widzę. Są ludzie, którzy wierniej i dokładniej wzajemnych między sobą obowiązków dopełniają; ale ludzi z braterstwem prawdziwym, z tym poczuciem równości wbrew wszelkim nierównościom, a wspólności przy zachowaniu praw właścicielstwa, takich ludzi coraz mniej. Czy to brak łącznej pracy, czy jednoczesnych niebezpieczeństw i kłopotów — nie wiem, nie umiem sobie wytłumaczyć; ale brak i zmianę czuję. Dla ciebie, o dwa dziesiątki późniejszej w stuleciu, może różnica nie jest tak wybitną; jednak przyznaj sama, czy jej także nie spostrzegasz?
A teraz, moja Wando kochana, co do twojej przedmowy359, to jej nic nie mam do zarzucenia, chyba tylko lekką chropawość stylu, co zresztą jest może przywidzeniem tylko z mojej strony, bo owo całoroczne tłumaczenie moje tak mię rozdziwaczyło w dobieraniu wyrazów, że zupełnie zgłupiałam na kwestii stylu i aż mi pisać trudno. Teraz jeszcze zbieraniem notatek się zajmuję, więc niby to jak z masłem iść powinno, a idzie strasznie po grudzie. Kiedy już wprost z głowy pisać wypadnie, to aż mi się zimno robi, gdy pomyślę, że i wówczas tak mię będą prześladowały te zwroty językowe, te kwestie gramatyczne, te powtarzające się nie w porę jednobrzmienne sylaby. Chyba z tego piasku nie wypłynę — zasypie mię i adieu Narcysko! To pewna, że kiedy pierwszy raz twój list odczytałam, szłam tylko za myślą twoją i wszystko znalazłam wyborne, lecz gdy z wielkiej gorliwości, dla sumienniejszego sądu, odczytywać go zaczęłam — różne mię zahaczały drobnostki np.: „nie wszystkie dzieci są tak szczęśliwe, by mieć”... spójnik tu łączy dwa nie dość symetrycznie ułożone zdania — „by miały książki pouczające koło siebie, a i staranniej uczone (zaopatrzone?) wszystkie...” jedno przy drugim za bliskie — „Dla ułatwienia im z tej i z owej książki...” dla ułatwienia czego? wyraźnie mi tu brakuje czego (dla ułatwienia im tego, z różnych książek nazbieramy godnych waszej wiecznej pamięci szczegółów itp.). Dalej jeszcze, gdzie mówisz o upadku Rzymu, zdaje mi się, że ten sposób mówienia o „składowych częściach społeczeństwa” jest za rozumny dla dzieci; trzeba łatwiejsze znaleźć określenie, może po prostu napisać: „lecz w zepsuciu pojedynczych ludzi składających rzymską społeczność”. Dalej znów idzie: W braku miłości itd. — a bliziuteczko drugi period tak samo się zaczyna; W ich mocy więc było Rzym w dawnej... Od nich to zależało utrzymanie dawnej świetności Rzymu itd...
Jeszcze jedną prócz tego śmieszną ci zrobię uwagę o samym zakończeniu. Zbyt często spotyka się w nim prze i przy: przełożoną przeze mnie książeczkę i bodajby przykłady wielkich cnót, jakie przedstawia — gdyby też tak zmienić: „czytajcie w wolnych od nauki chwilach tę małą książeczkę, którą (gdyby też wtrącić: z życzliwą dla was myślą) przetłumaczyłam. Bodajby podane w niej wzory zdołały was itd...