Osądź zresztą sama, czy moje poprawki co warte, czy też nic niewarte wcale, bo ci za nie ręczyć nie mogę. Strasznie mi głowa w tych czasach nie domaga i nieraz myślę, że jak Słowacki zaczął kiedyś pisać dramat o Złotej czaszce, tak ja bym wybornego tematu na komedię o Ołowianej czaszce dostarczyła. A tu przede mną taka straszna robota leży! Kiedy pomyślę, że wy się za mnie wstydzić będziecie może, to mi się jeszcze gorzej w mózgu miesza. Prawdziwie każdemu wolno zastosować do mnie stare przysłowie o babie, co nie miała kłopotu i... podjęła się układać wydawnictwo dzieł pani Hofman! No widzisz, moja droga, kazałaś mi szczerze zdanie moje o wstępie do Złotych czynów napisać; napisałam jak najszczerzej; teraz ty, „nie obwijając w bawełnę”, powiedz mi równie szczerze i otwarcie, czy ja na zawsze już zgłupiałam? czy tak aż do śmierci ze mną będzie?
CLXXXII
16 września 1874, Dębowa Góra
Pozdrawiam państwa Żeleńskich na ich nowym, bodaj wygodnym, suchym i ciepłym mieszkaniu.
Listy twoje dwa z drogi odebrałam, a teraz trzeci z Warszawy był mi istną niespodzianką. Ani myślałam nawet, że tak prędko wrócisz; owszem, ciągle jeszcze projektowałam sobie, że do Cichawy odpowiedź wyprawię z Hożej ulicy, a tu się pokazuje, iż ty właśnie witać mię będziesz, nie ja ciebie. Przyjazd mój obecnie zahacza się tylko na sprowadzeniu przyszłej życia mego towarzyszki, vulgo służącej, gdyż łatwiej byłoby mi chyba później niż teraz, na wstępie bez niej się obejść. Że to ma jednak w ciągu tygodnia nastąpić, zamawiam sobie łaskawe uściśnienia, choć dnia jeszcze oznaczyć nie mogę. Poproszę Paulinki, obecnie w Warszawie przebywającej, żeby ci o tym znać dała.
Co do Julci, zupełnie twoje zdanie podzielam. Daleko więcej w tym sensu, żeby ona tutaj do wszystkich przyjechała niż ty jedna tam do niej. A Helenka — napisałaś mi o niej jedno słowo, które bym chciała z myśli spędzić.
Mam nadzieję, że twój syn już mi powie jaką orację na przywitanie.
CLXXXIII
Warszawa 1875
Czy to to warto w Warszawie360 mieszkać, kiedy aż listy pisać trzeba, żeby się o zdrowiu naszych ukochanych dowiadywać. Wiem, że pani Kaplińska była u was, ale mię zastraszyła, że mizerniej niż po pierwszej słabości wyglądasz, że miałaś jakieś przejścia ze służącymi. Jestem niespokojna, a tak mi się dała przedświąteczna wycieczka we znaki, że nie mam odwagi za dom się wychylić i ani wiem, kiedy pójdę ci powinszować syna olbrzyma361 i Nowego Roku. Jeśli nie czujesz, że mi z tym niedołęstwem i rozłączeniem bardzo smutno, to się wyprzysięgnę, bym ci kiedykolwiek na Miodogórzu lekcje dawała i w Olszowej amerykanką powoziła.