Spodziewam się, że pani moja z łóżka jeszcze nie wstała, piśmiennej więc odpowiedzi nie oczekuję. Ale ustnego zawiadomienia, że zdrowsza jesteś niż w czasie odwiedzin cioci Kaplińskiej spodziewam się i chcę koniecznie. Zapewne pan Władysław jeszcze się w drogę nie wybrał, to mu z pozdrowieniem złóż ode mnie i noworoczne życzenia — ty najlepiej odgadnąć możesz jakie — co do mnie, to mam tylko — juścić nie na ten rok, ale na przyszły — jedno bardzo wyraźne: córeczkę. Tak bym cię chciała widzieć z córeczką przy boku. Nie ubliża to wcale dwom przyszłym męskim lat twoich sędziwych podporom, zwłaszcza że się tak silnymi zapowiadają. W wigilię wigilii miałam najniespodziewaniej wiadomość od Lasi362 przez pana Kudelskiego en personne363. Dzieci zdrowe, lecz ona znów na siłach podupadła. Przyjechała też Iza Zbiegniewska i nieraz już wspominałyśmy cię w naszych gawędkach. Poczciwa, jak może, to przychodzi; szczęściem, że mieszka na początku tejże Hożej ulicy.
Jak Mania przyjdzie do ciebie, to ją przy powitaniu i pożegnaniu nie od siebie, ale na mój rachunek ucałuj — pamiętaj, Wando!
N.
CLXXXIV
[Warszawa] 11 sierpnia 1875
Twój list, moja droga Wando, nie zastał mię już w Dębowej, a w Warszawie odebrałam go podczas przygotowań do wyjazdu Julii. Z tego wszystkiego wynikło, że zaraz na niego odpisać nie mogłam; sama zaś wiesz najlepiej, że kiedy zaraz odpisać nie mogę, pod pierwszym wrażeniem wdzięcznej radości, to już mi potem zwleka się, zwleka w nieskończoność: perswaduję sobie, że na prędszym czy późniejszym odebraniu mego listu nic nikomu nie zależy; ani zdrowie, ani pomyślność, ani majątek niczyj na tym nie ucierpią; obliczam się z sumieniem, czy mam co ważnego, ciekawego chociaż do powiedzenia. Zawsze mi wypada uznać, że ważnych nowin od dawna wkoło siebie nie słyszę, a co jest w moim życiu najciekawszego, to już wszyscy moi najbliżsi wiedzą o tym od dawna; mieszkam zawsze w tym samym miejscu, wyglądam tak samo, nic nie robię, bo hałas przeszkadza albo mózg wodnieje, trwam bez ruchu i zmiany jak katedra świętojańska. Gdy wrócisz, zastaniesz nas obie równie zębem czasu niespożyte, pełne grobów na wiek wieków wewnątrz zamurowanych; tylko zewnątrz katedrę trochę więcej żyjących odwiedza, zresztą mało różnicy, a wiele podobieństwa. Po wszelkich tego rodzaju uwagach i spostrzeżeniach, przychodzi jednak chwila, w której najpodlejsze egoistyczne pobudki napędzają mię do listu i po prostu ze strachu za pióro chwytam. Bardzo to pięknie i słusznie, że się nikomu potrzebną nie czujesz, moja Narcysko, ale tobie jeszcze niektórzy ludzie są bardzo potrzebni; jak dasz im się zapomnieć, to cię zapomną bardzo łatwo; żadna fala morska, żadne zdarzenie i żadna okoliczność na brzeg ich życia twojej rozbitej łodzi nie wyrzuci. Musisz im się koniecznie sygnałami przypominać: więc pisz tedy — i piszę; ale nowy kłopot: gdzie list zaadresować? Moja Wanda turystka przesuwa się koleją z północy na południe — z południa ku wschodowi — gdzie jej dziś szukać? Długie rozmysły nad tym zagadnieniem były także spóźnienia powodem. Ostatecznie wyrozumowałam sobie, że jak list wyślę do Bochni, to zawsze prędzej czy później cię dojdzie. Jest mi to bardzo nie na rękę, bo skoro już się rozmacham, chciałabym, żeby z szybkością tęschnej myśli i niespokojnego życzenia słowa moje przed oczyma korespondentów się telegrafowały; lecz trudna sprawa. Kto troszeczkę zgrzeszy, bardzo ciężko pokutować musi; taka dola przynajmniej niektórych... Są liczne wyjątki, lecz do nich nie należę!
A teraz, pani moja droga spodziewa się, że jej przecież cośkolwiek o Warszawie doniosę; zawód będziesz miała ogromny. Wiem codziennie, kiedy deszcz pada, kiedy słońce świeci, a nade wszystko kiedy wiatr wieje, bo wtedy okna skrzypią, czasem się rozbijają, a zawsze pełno piasku przez nie leci i pokoiki moje w Saharę lub co najmniej w pograniczne od Śląska okolice zmienia. Prócz tego nazajutrz zwykle dowiaduję się publicznych nowin z „Kuriera”, a domowych, bodaj czy nie przez Karolinę najwięcej, choć to jest dość milcząca i małomówna osoba. Sama przez się jednak sprawdziłam, że Lutka Kaplińska ze wszystkimi dziećmi wróciła, później pani starsza przyjechała; Edward na restauracyjnych obiadach przerażająco zmizerniał, ale zapracowany po uszy: nie sądzi, by mógł na odpoczynek gdziekolwiek wyjechać. Z Soczewki najpierwej do wuja Edwarda przyszła nowina, że się państwu Stanisławostwu Mark[iewicz] córka urodziła, a przed jej urodzeniem Staś na swoją nerwralgię tak mocno był chory, że dziesięć dni z łóżka nie wstawał. Marynia Plewińska364 pojechała tam i pewnie wielką w obu zdarzeniach była pomocą. Z jej mężem i panem Bronisławem spędziliśmy razem wieczór niedzielny na górze. Oba słomiani wdowcy okropnie smutno wyglądali, co być powinno żonom pocieszającym i zaszczytnym świadectwem. Jak widzę, wszelako przesunęłam się w rubrykę szczegółów, które ci są zapewne dokładniej z listów sióstr twoich wiadome; wracam do szczupłego zapasu takich, co ja znowu lepiej podać ci mogę. Oto państwo Baranowscy z Maniusią wyjechali do wód — nie, nie do wód. Właśnie tam, gdzie mieszkają, żadnych wód nie ma, prócz górskich zdrojów kryształowych, ale jest cisza, kraj równy szwajcarskiemu pięknością widoków i powietrze jak w niebie — juścić na górach, to w niebie. (Gdyby mi też Pan Bóg podarował kilka tygodni górskiego powietrza, z mieszkaniem bez much, komarów i innych owadów, z oknami nieskrzypiącymi, z doskonałą cichością, a bez żadnej konieczności pisania, niechby nawet ani śladu ustensyliów biurowych nie było... tylko co dzień na śniadanie — ha może lepiej na dobranoc — list od kogo z ukochanych! — trzeba już zamknąć parentezę — wpadłam na bardzo niebezpieczny przedmiot). Dzieł pani Hoffmanowej zaczął się drukować tom... trzeci; nie wątpię, że ostatni wyjdzie jeszcze za mego życia, tym bardziej iż mój organizm na lat pięćdziesiąt cztery vel do roku pańskiego 1929 jest zaasekurowany. Wolałabym jednak, żeby się tak nie śpieszono z wydawnictwem, bo po mojej śmierci będzie miało daleko więcej powodzenia. Ile razy czytam nekrologiczną biografię którego z autorów naszych, tyle razy wzruszona jestem przeczuciem czekających mię pochwał — od obcych. Od przyjaciółek miałam ich aż zanadto. Nic mię to nie zadziwiło nawet, że się z pochlebnym dla mnie słowem w Galicji spotkałaś; czyż mieli ci prawić grzeczności o twoich oczach, o twojej warszawskiej tualecie, o twoim własnym rozumie? Trochę, to wolno; lecz bez porównania przyzwoiciej z upodobaniem wspominać to, co u ciebie w łaskach, a co pan Żeleński dźwiękami swymi podniósł i ozdobił365. Ręczę ci, że gdybym się była z Mickiewiczem spotkała, to bym mu o Garczyńskim mówiła; gdyby z Wójcickim — przypuściwszy, że nic nie zasłyszałam o jego sprawkach — to bym egzaltowała się nad Magnuszewskim; jeśli zaś tobie w oczy śmiem powiedzieć, że całe cztery tomiki, z pięćdziesięcioletniego życia Gabrielli wyciśnięte, są riducula mus, to dlatego jedynie, bo jestem strasznie zarozumiałą Narcyzą. Zrobiłam nowy układ o wydawnictwo keepsakowego zbioru poezyj dla kobiet. Jeśliby ci wpadł w rękę ładny jaki, niedrukowany nigdzie wierszyk, to go dla mnie przepisz, a jeśli by ci nie wpadł, to go umyślnie w albumach swoich znajomych poszukaj. Najwięcej właśnie o podobne się staram; przyrzeczono mi trochę z Inflant, trochę z Białorusi i Wołynia dostarczyć, niechże bogata w poetów Galicja wsparcia także dostarczy. Niepodobna, żeby tam cała miejscowa poezja drukowaną była; pewnie snuje się jej wiele, jak wszędzie u nas, z serc bogatych, z myśli szlachetnych, z głów uzdolnionych, a przyczepia się do pamięci znajomych, nieraz może i nieznajomych, niby w powietrzu ulatująca przędza Matki Boskiej. Jak przyjedziesz, wytłumaczę się z tej prośby i plan cały rojonego albumu przedstawię. Tylkoż przyjeżdżaj prędzej, bo się już niecierpliwię. Mam do ciebie mnóstwo innych jeszcze interesów; zawczasu chłodne doświadczenie przestrzega mię, że nic z tego nie będzie, lecz nałogowa sangwinistyczność bierze górę i kiedy ani ciebie, ani Julii nie mam w sąsiedztwie, to mi się zdaje, że niczego robić nie mogę. Jedna z was jest mi raz po raz tak nieodzownie potrzebną, że ani rusz. Ba! dlatego to i pisuję do was; gdybym się oglądała na okoliczność, w której wy mnie zapotrzebować będziecie mogły, to pewnie sto razy bym pomyślała, lecz ani razu nie nagryzmoliła tym niegodziwym piórem, że z duszy serca chciałabym ucałować twoje oczy, główki twoich chłopaków i ścisnąć poczciwą rękę twego pana Władysława.
Na górze poradzono, żeby list do Zakopanego wyprawić. Niechże mu losy w tę stronę sprzyjają.
CLXXXV
Moja droga Wandeczko, powiedz mi, jakie są na dzień dzisiejszy twoje zamiary? Czy gdzie wyjedziesz, czy do ciebie siła ludzi przyjdzie? We czwartek bardzo gładko mi się udało z powinszowaniem na trzecie piętro do Paulinki się dostać. Tym lepszą miałam nadzieję, że dziś na drugie się dostanę; aż tu nieszczęśliwie, przed samym domem, z powrotem, dorożkarz konie luzem puścił na chwilkę, chwileczkę maleńką, lecz ta chwileczka maleńka starczyła, by mną na stopniu, a nadziejami moimi zachwiać w przyszłości. Nie chcę przecież dać za wygraną. Spróbuję piechotą się wybrać. Jeśli tu po bruku nogi mi służyć zechcą, tym łatwiej trotuarami na Żurawią się przesunę. A jeśli nie przesunę? No, to znajdziecie przecież chwilkę czasu dziś, jutro lub pojutrze i przyjdziecie oboje „na czekoladę” i na dobre życzenia. Może zresztą na ulicy czekolady nie będzie, choć się niebo chmurzy, mnie zaś jest ciągle na myśli to, że 28 czerwca niedaleko, więc Władysław król w niebie i Władysław mistrz tonów na ziemi święta swoje obchodzić będą. Za co król? i właściwie jaki król? wstyd mię, że nie wiem. Chyba coś od węgierskiej korony. Ale wiem, że Władysław mistrz, niezawodnie z królestwa Halicji i Włodzimirii za to mistrz i wielki mistrz (dla mnie), bo napisał muzykę do piosenek Gabrielli.