7. matka robiła wypisy z jej listów, gromadziła materiały — ogłosiła o Żmichowskiej następujące swoje prace: 1) Stefan (pseudonim), Listy o pismach Gabryelli („Bluszcz” 1871 i „Tygodnik Ilustrowany” 1871), 2) Wspomnienie pośmiertne („Kłosy”, 1877); Żmichowska na wystawie paryskiej („Ateneum” 1895); Pogadanki pedagogiczne N. Żmichowskiej („Bluszcz”, 1902); Ćwierć wieku po zgonie („Bluszcz”, 1902). [przypis redakcyjny]

8. snadź (daw.) — widocznie, prawdopodobnie. [przypis edytorski]

9. utwory Żmichowskiej (...) doczekały się świeżych wydań — Boy-Żeleński, Romans Gabryelli (Ludzie żywi, 1929); Czy to powieść?, Biała Róża (Dom książki polskiej, 1929) z przedmową Boya-Żeleńskiego; Poganka (Dom książki polskiej, 1929) i Poganka z przemową Boya-Żeleńskiego (Biblioteka Narodowa, 1929). [przypis redakcyjny]

10. listu (...) o wystawie paryskiej — „Ateneum”, 1895. [przypis redakcyjny]

11. może czuła skrupuł wobec zmarłej — niechęć Narcyzy do ogłaszania listów odnosiła się wszakże tylko do zbyt rychłego ujawniania korespondencji. W jednym z listów do Wandy, mówiąc o puściźnie po wspólnej przyjaciółce, młodo zmarłej Zofii Kaplińskiej, pisze: „(...) warto by przeczekać jakąś miarę czasu, aż pewna wibracja żywej osobistości, tak tej, co odeszła, jak tych, co pozostali, przemilknie. Kiedy mi wolno było dla samej siebie układać jakieś pośmiertne plany, wiem, że ten był najulubieńszy; ani jednego wiersza z listów moich nie byłabym oddała »publiczności« pogrzebowej; nieraz jednak pragnęłam, aby nawet myśli moje niedopowiedziane, »później«, och później, żyjących doszły...” (maj 1864). [przypis redakcyjny]

12. półtrzecia (daw.) — dwa i pół. [przypis edytorski]

13. Wanda wciąga niejako ukochaną „Panią” w krąg swoich bliskich — „Pokazuje się, że ja wszystkich prawie moich mam przez ciebie i to pod różnymi tytułami, w różnych odcieniach, z mnóstwem różnych przyimków: przez ciebie, dla ciebie, z tobą, koło ciebie, w tobie itp. itp. Istotnie, poza tobą, wyjąwszy jednej samodzielnie występującej Juluty [Ignacowej Baranowskiej], to wszystkich wspólnych zbliżyłaś mi zawsze, a niewspólnych to bez ciebie miałam tak mało, jak gdyby najdalej los ich usunął” (List do Wandy z 17. sierpnia 1868). [przypis redakcyjny]

14. snadź (daw.) — widocznie, prawdopodobnie. [przypis edytorski]

15. ale wieszcze byli daleko — dość wymowny jest ustęp z listu Narcyzy, kreślony z powodu śmierci Moniuszki: „Przypomniałam sobie, kiedy w 54 r. doszła wiadomość o śmierci także narodowej, także ogólnie znanej i cenionej znakomitości — o śmierci Mickiewicza. Wtedy koło mnie opowiadano jako szczególność, memu niby usposobieniu właściwą tylko, że jak nad ubytkiem własnego szczęścia zabolałam. Pierwej jeszcze Słowacki znikł bezpowrotnie, a ledwo kto wspomniał, mało kto zasłyszał o jego zgonie”. [przypis redakcyjny]

16. powieści, którą na łożu śmierci dyktuje siostrzenicom — od zamieszkałej w Płocku rodzonej siostrzenicy Żmichowskiej otrzymałem następujące informacje: „(...) Rada jestem, że mogę pana dokładnie poinformować, gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach pisała Narcyza Żmichowska ostatni swój utwór. W lipcu 1876 r. ciotka moja, czując się już niezdrową, wynajęła letnie mieszkanie w ogrodzie zw. Frascati przy ul. Wiejskiej i tam zaczęła pisać Czy to powieść?. Już wówczas ukazywały się pierwsze objawy choroby, która ją wpędziła do grobu. Zmęczona pisaniem, przywoływała więc mnie na pomoc i dyktowała pierwsze rozdziały powieści. Po dwóch miesiącach pobytu na Frascati, wróciła ciotka do miasta, ale choroba robiła szybkie postępy. Chora nie mogła już utrzymać pióra, ani cokolwiek robić rękami. Widząc, jak pragnęła dokończyć swą pracę, my, cztery siostrzenice mieszkające wówczas w Warszawie, ustanowiłyśmy dyżury i kolejno pisałyśmy, podczas gdy ciotka dyktowała swą powieść... Ciotka mówiła wolno, abym z pisaniem nadążyć mogła, ale nader płynnie i zatrzymywała się tylko, gdy bóle rąk stawały się silniejsze. Wtedy rozpaczliwym ruchem załamywała ręce i zarzucała je na głowę, jednakże ani jeden jęk, ani jedna skarga nie wychodziła z jej ust. Gdy atak minął, wracała do dalszego dyktowania, tak pracowałyśmy czasem dwie i trzy godziny. Odczytywałam następnie głośno napisane arkusze, aby sprawdzić, czy nie należy czego poprawić, co się rzadko kiedy zdarzało, po czym odsyłała rękopis do redakcji »Wieku«. W pierwszych dniach grudnia trzeba było poniechać wszelkiej pracy, a w samą wigilię Bożego Narodzenia nastąpiła śmierć. Oto co chciałam panu powiedzieć po przeczytaniu artykułu o Narcyzie i Wandzie, który z innego jeszcze względu zajął mnie i wzruszył, przenosząc myśl w odległe lata wczesnej mojej młodości; — i dla Wandy bowiem najwyższą cześć chowam w głębi serca. Matkę pana poznałam na Miodogórzu, gdzie w r. 1866 umieszczono mnie w zakładzie naukowym p. Bąkowskiej, późniejszej doktorowej Baranowskiej. Przez przyjaźń dla „cioci Narci”, panna Wanda Grabowska zaproponowała, abym poza wspólną nauką z innymi panienkami brała od niej lekcje literatury i historii. Dwa razy więc tygodniowo zbiegałam na dół na te miłe lekcje, które się odbywały w pokoju panny Wandy, i bardzo długo jako drogocenną pamiątkę przechowywałam kajet z wypracowaniami poprawianymi jej ręką. Do tych uczuć łączyć się będzie głęboka wdzięczność dla Matki pana, gdyż rozumiem dobrze, iż przez Nią i dla Niej odgrzebuje pan z niepamięci wielką postać Narcyzy, za co i panu też w imieniu rodziny poetki dziękuję... Stefania Paprocka, córka Lilii ze Żmichowskich Zalewskiej”. [przypis redakcyjny]