Może tak nie powinnam myśleć, to nieładnie, ale myśli same przychodzą do głowy i kiedy ciocia zaczyna o tym mówić, bronię ich, ale chętnie przyznałabym jej rację. Jesteśmy biedni — nasze zarobki nie pokrywają nawet w dziesiątej części naszych wydatków, ale... sypiamy jeszcze na pięknej, czystej pościeli, nosimy jeszcze czystą bieliznę, chodzimy w całych butach i w porządnym ubraniu, jadamy na lśniących serwetach, porcelanie i srebrnej zastawie — urządzamy jeszcze święta, chociaż możliwie najskromniejsze. Z naszych produktów przyrządzamy zawsze przynajmniej dwa dania na obiad i chociaż na pierwsze są zawsze kartofle, to jednak za każdym razem trochę inaczej przyprawione. I nie możemy się rozstać z rzeczami. Przecież wrócą kiedyś dawne czasy, po co wszystko marnować? Część rzeczy po stronie aryjskiej chyba przepadła, więc chociaż te u nas trzeba zachować.

Ach, żebym miała obecne doświadczenie, żebym nie była wychowana na zasadach oszczędności, poszanowania dla rzeczy, ekonomicznym gospodarowaniu, powinnam była przecież wtedy zmusić matkę do wysprzedawania wszystkich cennych rzeczy i do życia tak jak trzeba. Powinnam była wtedy opróżnić nasze kufry i nie żałować niczego, a tak? Futra diabli wzięli, bo trzeba było oddać je Niemcom, a pozostałe rzeczy przepadły przy wysiedleniu. Teraz jestem wyleczona, nie wiem, czy to dobrze czy źle, ale już nie mam przywiązania do rzeczy. Dawniej każda dziurka w ubraniu, każde rozbite naczynie sprawiało mi przykrość, teraz nie robi to na mnie żadnego wrażenia.

Szkoda tylko życia ludzkiego, a więcej niczego nie szkoda na świecie.

Sądny dzień na Umschlagplatzu

— Dziś już, Emciu, blokad nie będzie — powiedział któregoś dnia Jurek. — Przejadę się rowerem do matki.

— Tak myślisz? — spytałam.

— Z pewnością. Już pierwsza, na mieście spokój, można odetchnąć. Ale ty siedź w domu, z bloku lepiej nie oddalać się.

I poszedł.

„Jeżeli spokój — myślę — to przecież i ja mogę iść do rodziców, mieszkają tak blisko, zaledwie o kilkanaście domów dalej”.

Prawda, że to niebezpiecznie wyjść z szopu, ale ja tak za nimi tęsknię, muszę koniecznie ich zobaczyć.