Jakie osierocone jest teraz nasze mieszkanie, jak puste bez Joasi. Teraz już sama czekam na Jurka wieczorami i każda minuta jest dla mnie wiekiem męki.

Zosia

Zosia była małą dziewczynką, córką lekarza. Podczas „akcji” jeden z Niemców zwrócił uwagę na jej piękne czarne oczy — diamenty.

— Mógłbym mieć z nich dwa pierścionki, dla siebie i dla żony.

Kolega jego przytrzymał dziewczynkę.

— Zobaczymy czy ładne, a najlepiej obejrzeć je w ręku.

Wśród bractwa ogólna wesołość. Ktoś dowcipniejszy proponuje wyjąć dziewczynce oczy. Przeraźliwy krzyk i gromki śmiech żołdactwa, krzyk przebija nam mózgi, przebija serca, a śmiech rani jak ostrze noża wbijane w ciało. Krzyk i śmiech potęgują się, lecą do niebios.

— Boże, kogo wpierw usłyszysz?

W następnej chwili zemdlone dziecko leży na ziemi, a zamiast oczu widnieją dwie krwawe rany. Oszalałą matkę kobiety trzymają za ręce.

Tym razem zostawiono Zosię matce.