Ceny żywności szalenie poszły w górę. Byliśmy zdani na to, co nam przywiozą czy przyniosą do getta, samemu nie można było przecież wychodzić poza mury. Przyniesione produkty z „tamtej strony” kosztowały podwójnie, a czasem i potrójnie niż na aryjskim rynku. Nieliczni robili wspaniałe interesy, a ludność głodowała.

Po krótkim czasie nowy zakaz: aryjczykom nie wolno przebywać na terenie getta.

Ceny poszły jeszcze bardziej w górę, a ludzie potracili całkowicie prawie kontakt z aryjską dzielnicą. Tylko nieliczni mieli przepustki i przez nich czasem, za duże pieniądze, można było coś załatwić. Poza tym istniały murki, przez które można było kilka słów zamienić. Można było również spotkać się w sądzie, który, choć strzeżony z jednej i drugiej strony, aryjskiej i żydowskiej, stał się miejscem spotkań aryjczyków z Żydami. Naturalnie trzeba było upozorować te spotkania tak, aby wyglądały jak rozmowy stron w jakimś procesie. Później jednak wpuszczano do sądu wyłącznie za okazaniem wezwania sądowego lub kwitu na wpłacenie podatku skarbowego, ponieważ w tym gmachu mieścił się również Urząd Skarbowy.

Żadnych paczek z sądu wynosić nie wolno było. Broń Boże, żeby ktoś przeniósł najmniejszą paczkę. Jakże to? Przenieść do getta produkty po cenie aryjskiej? — Żydzie, płać potrójnie, jesteś przecież Żydem.

Życie w getcie...

Kiedyś czytałam książkę o getcie weneckim. Przejęła mnie grozą. Ciemne, brudne zaułki, zapadłe domy, smutni ludzie z żółtą łatą na plecach. Napiętnowani, poniżeni.

Więc my też tak mamy wyglądać?

Czas idzie naprzód. Nie staje, nigdy nie wraca. Nieprawda, czas cofnął się, jak gdyby wskazówka zegara posunęła się nagle zamiast naprzód, wstecz. Zła ręka przywróciła światu oblicze lat przesądów, ciemnoty. Cofnęliśmy się poprzez lata postępu, odrodzenia, kultury: witaj, zabobonie, złości, kłamstwo, palenie czarownic na stosie, wymyślna torturo, odpowiedzialności zbiorowa, witaj wojno, w imię krzyża, splugawionego i wykrzywionego. Pochłoniesz tysiące, miliony ludzi w imię kłamliwej idei, zrodzisz miliony sierot, wzniecisz pożary, zamienisz miasta w gruzy, ziemie urodzajne w pustynie, wypaczysz mózgi i serca.

***

Jest anegdotka o woźnicy, który chciał odzwyczaić swego konia od żarcia i w tym celu codziennie zmniejszał mu jego porcję siana. Wszystko szło świetnie... tylko nagle koń zdechł.