Pieśniarz się ze snu raźno zrywa,
Nowych nadziei płynie wiew,
Patrzy — toń stawisk połyskliwa...
Słucha — to poszum starych drzew...
Mury zamczyska lśnią jak z stali,
Lecz pieśń się w górę rwie powiewna,
Tam, gdzie na blankach, kędyś w dali
Stoi uroczy cud — królewna.
Miłość ich w słodkie zwarła sploty...
Miłość, co lubi ciszę, noc...