Brat i ojciec nie powrócił...

Poszłam branką w obcy lud.

Płacz mi ciągle wzrok zasłania...

O, mój drogi kraju ty!

Tęsknot pełnam i wołania

I nie spłyną moje łzy...

Gdyby nie to dziecko małe,

Dawno by już ręce śmiałe

Nić przecięły gorzkich dni.

Henryk dosłyszał płacz dziecka i głos, który je pocieszał. Zstąpił niżej w zarośla i ujrzał bladą, wynędzniałą dziewczynę siedzącą pod starym dębem. Piękne dziecko objęło ją za szyję, łkając. I dziewczyna płakała także. Obok niej, na trawie, leżała lutnia. Przeraziła się trochę, ujrzawszy nieznajomego, zbliżającego się ku niej z wyrazem współczucia na twarzy.