— To bardzo źle — odrzekł Klingsohr — że poezji nadano osobną nazwę, a poeci tworzą odrębny cech. Nie ma w tym nic odrębnego i wyłącznego. Jest to sposób działania właściwy duchowi ludzkiemu, jego forma wyzwalania się. Czyż nie tęskni i nie poetyzuje każdy człowiek ciągle?

W tej chwili weszła do pokoju Matylda. Klingsohr kończył właśnie:

— Weźmy na przykład miłość. Nigdzie chyba nie występuje wyraźniej fakt, że poezja konieczna jest dla istnienia rodzaju ludzkiego, jak w niej. Miłość jest niema, tylko poezja może w jej imieniu mówić. A może miłość nie jest niczym innym jak najwyższą poezją natury. Ale i na cóż mówię ci o rzeczach, które znasz lepiej ode mnie.

— Tyś przecież ojcem mojej miłości — odparł Henryk, obejmując Matyldę. Oboje ucałowali ręce ojca.

Klingsohr objął ich ramieniem, przytulił do piersi, a potem wyszedł.

— Kochana Matyldo — rzekł Henryk po długim pocałunku — snem mi się zdaje, żeś moja. Ale jeszcze dziwniejsze wydaje mi się, że nie byłaś moja zawsze.

— Wydaje mi się, że znam cię od dawnych, od niepamiętnych czasów.

— Czy chcesz213 mnie kochać?

— Nie wiem, co to miłość, ale to ci tylko powiedzieć mogę, że tak mi jest, jakbym teraz dopiero żyć zaczynała i tak do ciebie jestem przywiązana, że chciałabym zaraz za ciebie umrzeć.

— Droga Matyldo, teraz wiem, co znaczy być nieśmiertelnym.