— Jakżeś dobry nieskończenie i co za cudowny duch mówi przez ciebie. Jam tylko biedna, zwyczajna dziewczyna!
— I czemuż mnie zawstydzasz? Przecież przez ciebie jedynie jestem, czym jestem. Bez ciebie byłbym niczym. Czymże jest duch bez nieba, a tyś jest niebo, w którym żyję i istnieję.
— O, jakżebym szczęśliwa była, gdybyś był tak wierny, jak ojciec mój! Matka zmarła zaraz prawie po moim urodzeniu, a ojciec codziennie ją opłakuje.
— Nie zasługuję na to, ale chciałbym być szczęśliwszy od niego.
— Chciałabym żyć długo, długo u twego boku, kochany Henryku. Stanę się niezawodnie przy tobie dużo lepsza.
— Ach, Matyldo, i śmierć nas nie rozdzieli!
— Nie, Henryku, gdzie ja będę, będziesz i ty!
— Tak, gdzie ty będziesz Matyldo, będę też i ja, wiecznie.
— Nie wiem, co to wieczność, ale myślę, że to musi być wiecznością, co czuję, gdy myślę o tobie.
— Tak, Matyldo, jesteśmy wieczni przez miłość naszą.