— Nie wiesz, drogi mój, jak gorąco modliłam się dziś rano, gdyśmy wrócili do domu, przed obrazem Matki niebieskiej, jak uklęknąwszy, nieskończenie gorąco modliłam się do niej. Myślałam, że się we łzach rozpłynę. I oto wydało mi się, że się do mnie uśmiechnęła. Wiem teraz, co to jest wdzięczność.
— O, droga moja, niebo mi cię dało, bym cię czcił. Uwielbiam cię. Tyś jest świętą, która modły moje zanosi do Boga, przez ciebie On mi się objawia, przez ciebie okazuje mi cały bezmiar swej miłości. Cóż jest religia, jeśli nie wiekuiste pragnienie, złączenie się na wieczność serc kochających. Gdzie dwoje ludzi jest, jest On pośród nich. Oddychał będę tobą bez końca, a piersi me nie znużą się nigdy wchłanianiem ciebie jako życiodajnego powietrza. Tyś jest piękno boskie, życie wieczne w czarowną wcielone postać.
— Drogi mój, znasz los róż, czy zwiędłe usta i pobladłe policzki będziesz także miłośnie tulił do swych warg? Czy ślady lat przeminionych214 nie będą śladami przeminionej miłości?
— O, gdybyś mogła przez oczy moje sięgnąć wzrokiem do serca. Ale nie, kochasz mnie, więc wierzysz. Nie rozumiem zgoła tego, co mówią o przemijaniu wdzięków i powabów. Nie więdną one nigdy, zwiędnąć nie mogą. To, co mnie z taką siłą ku tobie pociąga, co zbudziło we mnie wieczne pożądanie, to nie jest podległe czasowi. Gdybyś widzieć mogła, jaką cię widzę, gdybyś wiedziała, jaka cudowna postać ciebie przenika i oczom mym wiecznie i wszędzie się zjawia, nie obawiałabyś się, że lata mijają. Ziemski twój kształt to cień tylko onej postaci. Siły tej ziemi we mnie zawarte napinają się i walczą, by obraz ten ująć i przytrzymać, ale natura niedojrzała jest jeszcze. Obraz ten to pierwowzór wiekuisty, cząstka nieznanego, świętego świata.
— Pojmuję cię Henryku, gdyż widzę coś podobnego, gdy patrzę na ciebie.
— Tak, Matyldo, świat wyższy jest bliżej nas, niż sądzimy zazwyczaj. Żyjemy w nim, już żyjąc tu, na ziemi i czujemy czasem, że jest on najściślej spojony z zaziemskim istnieniem, przenika je na wskroś.
— Tyle mi jeszcze cudnych objawisz rzeczy, najdroższy!
— O, Matyldo, z ciebie jedynie płynie moja moc objawień. Wszystko przecież co mam, jest twoje, miłość twa wprowadzi mnie w świątnicę215 życia, w miejsce święte świętych dusz, natchniesz mnie do widzeń najpotężniejszych. A może miłość nasza zamieni się w krzak ognisty, a płomień uniesie nas ponad ziemię i zaniesie do wiecznej ojczyzny, nim jeszcze starość i śmierć po nas sięgną.
Czyż samo to, że moją jesteś, nie jest już cudem? Czyż nie jest cudem, że trzymam cię w ramionach, że mnie kochasz i chcesz być wieczyście moją?
— I ja teraz we wszystkie wierzę cuda i czuję wyraźnie, że pali się we mnie cichy płomień; któż wie, czy on nie przeobraża nas i nie rozwiąże i pomału wszystkich więzów ziemi. Powiedz mi Henryku, czy masz już do mnie to bezgraniczne zaufanie, jakie ja mam do ciebie? Nigdy dotąd nie czułam wiary takiej, w ojca mego nawet, którego przecież tak bardzo kocham.