Czasami Sprawca Gwiazd tworzył wszechświat pozbawiony jednej, obiektywnej natury fizycznej. Zamieszkujące go istoty zupełnie na siebie nie wpływały, lecz w wyniku bezpośredniej stymulacji Sprawcy Gwiazd każde stworzenie wyobrażało sobie ułudny, ale solidny, użyteczny świat fizyczny, zaludniony przez wytwory jego wyobraźni. Dzięki matematycznemu geniuszowi Sprawcy Gwiazd te subiektywne światy były ze sobą doskonale skorelowane.

Nie mogę opowiedzieć więcej o niesamowitej różnorodności fizycznych form, które, zgodnie z moim snem, przyjmowały wczesne twory. Dość wspomnieć, że ogólnie rzecz biorąc, każdy wszechświat był bardziej złożony i w pewnym sensie obszerniejszy niż poprzedni. W każdym bowiem ostateczne jednostki fizyczne były mniejsze i liczniejsze w odniesieniu do całości. Poza tym w każdym liczba świadomych istot była zwykle większa niż we wcześniejszych; były też bardziej różnorodne. A najbardziej przebudzone w każdym kosmosie docierały do wyższego poziomu świadomości niż ktokolwiek w poprzednim.

Biologicznie i psychologicznie najwcześniejsze twory były bardzo zróżnicowane. W niektórych przypadkach występowała znana nam ewolucja biologiczna. Niewielka mniejszość gatunków z trudem wznosiła się ku wyższej jasności umysłu. W innych gatunki były biologicznie stałe i postęp, jeśli następował, był wyłącznie kulturowy. W niektórych z najbardziej zdumiewających dzieł najbardziej przebudzony stan kosmosu występował na jego początku, a Sprawca Gwiazd ze spokojem przyglądał się rozkładowi jego świadomości.

Czasami kosmos rozpoczynał się jako pojedynczy, niskiego rzędu organizm z wewnętrznym, nieorganicznym środowiskiem. Następnie rozszczepiał się na coraz większe mrowie coraz mniejszych, zindywidualizowanych i przebudzonych istot. W niektórych z tych wszechświatów ewolucja trwała do czasu, aż stworzenia stały się zbyt drobne, by pomieścić złożoną strukturę organiczną potrzebną inteligentnym umysłom. Sprawca Gwiazd przyglądał się wtedy, jak kosmiczne społeczności rozpaczliwie starają się zapobiec nieuchronnej degeneracji swojej rasy.

W niektórych dziełach koronnym osiągnięciem kosmosu był chaos wzajemnie niezrozumiałych społeczeństw, z których każde oddane było służbie jakiemuś aspektowi ducha i wrogie pozostałym. W niektórych punktem kulminacyjnym była jedna utopijna społeczność rozmaitych umysłów; w innych jeden złożony kosmiczny umysł.

Czasami Sprawca Gwiazd miał ochotę nakazać, aby każde stworzenie w kosmosie stanowiło nieuniknioną, zdeterminowaną ekspresję wpływu środowiska na jego przodków i na nie. W innych dziełach każde stworzenie dysponowało jakąś mocą arbitralnego wyboru i jakąś odrobinę kreatywności samego stwórcy. Tak zdawało mi się we śnie, ale nawet tam podejrzewałem, że dla bardziej subtelnego obserwatora oba rodzaje wyglądałyby na predeterminowane, a jednocześnie także spontaniczne i twórcze.

Zazwyczaj Sprawca Gwiazd, gdy już ustanowił podstawowe zasady wszechświata i stworzył jego stan początkowy, zadowalało go przyglądanie się jego rozwojowi. Czasami jednak decydował się na interwencję albo naruszając naturalne prawa, które sam zarządził, albo wprowadzając nowe, emergentne, kształtujące kosmos zasady lub też wpływając na umysły zamieszkujących go stworzeń poprzez bezpośrednie objawienie. Według mojego snu, czasami miało to na celu ulepszenie kosmicznego projektu, ale częściej interwencja była włączona w pierwotny plan.

Czasami Sprawca Gwiazd tworzył dzieła, które stanowiły grupy wielu połączonych wszechświatów, całkowicie odrębnych systemów fizycznych bardzo różnych rodzajów, ale powiązanych z uwagi na to, że stworzenia przeżywały swoje życia w jednym kosmosie za drugim, w każdym habitacie przyjmując rodzimą formę fizyczną, ale w tej transmigracji przynosząc ze sobą blade, łatwe do niewłaściwego zinterpretowania wspomnienia wcześniejszych egzystencji. Ta zasada transmigracji czasami stosowana była też inaczej. Nawet dzieła, które nie były połączone w ten sposób, mogły zawierać stworzenia, których umysły w jakiś niejasny, ale niepokojący sposób stanowiły echo doświadczeń i temperamentu ich odpowiedników w jakimś innym kosmosie.

W kolejnych kosmosach ich stwórca stosował inny ciekawy proces twórczy. Wspominałem już wcześniej, że w moim śnie niedojrzały Sprawca Gwiazd zdawał się przyglądać tragicznej porażce swojego pierwszego biologicznego eksperymentu z pewnego rodzaju diabelską satysfakcją. W wielu kolejnych dziełach również wydawał się być rozdarty. Gdy tylko jego świadomy plan twórczy został zakłócony przez jakiś niespodziewany potencjał substancji, którą wydzielił ze swej nieświadomej głębi, wpadał w nastrój łączący w sobie obok frustracji także zaskoczenie i satysfakcję, jak gdyby doszło do zaspokojenia jakiegoś nierozpoznanego głodu.

Na dłuższą metę rozdarcie to zrodziło nowy sposób tworzenia. W rozwoju Sprawcy Gwiazd, jak przedstawiało się to w moim śnie,nadszedł etap, w którym postanowił rozdzielić się na dwa niezależne duchy, z których jeden, zasadniczy, dążył do pozytywnego tworzenia form życia i ducha oraz coraz większej świadomości, a drugi był duchem buntowniczym, niszczycielskim i cynicznym, który nie znosił istot innych niż takie, które pasożytowały na pracy innych.