Wyrzut twey ziemi widzę w półuprawney roli,
Ten strumyk, który słońca był zwierciadłem iasném
Zcieka teraz w zaroślu korytem zbyt ciasném.
Huczące w samotności przeraźliwe Bąki,
Strzegą pilnie gniazd swoich wśród ponurey łąki;
Czayki teraz zwiedzaią przechadzki odludne,
A przykry odgłos wrzaski ich powtarza nudne.
Owych miłych szałasów, smutne widzę szczęty;
Zbutwiały mur się wali trawą zarośnięty.
A uchodząc z przestrachem przed niszczącą dłonią