Przeszłość Francji ciąży na jej teraźniejszości; długo jeszcze nad nią ciążyć będzie i szkodzić jej przyszłości. Siła i potęga Ameryki na tym właśnie się zasadza, że ląd ten nie miał wcale przeszłości. Ten naród kosmopolityczny amerykański nie potrzebował walczyć z historią, z podaniami, zbijać rutyny; mógł zatem śmiało puszczać się w zawody, wprowadzać nowe pomysły i dlatego postęp sunął krokiem olbrzymim w tym nowym świecie i dziś stare narody zmuszone są go kopiować, jeżeli chcą zrobić coś nowego.
Zamiast płonnych rozpraw o mniejszej lub większej inteligencji, jaką posiada kobieta, zamiast szydzenia z niej wtenczas, kiedy żąda być objaśnioną, wyjść z niewiedzy, Amerykanie powiedzieli: My dajemy kobietom to, co i innym obywatelom: wykształcenie bezpłatne, wszystkie nauki i sztuki będą im dozwolone, kolegia, szkoły, uniwersytety dla nich otwarte; niech się kształcą, pracują, osądzimy je podług ich dzieł, bo sądzić i potępiać, nie dawszy sposobności działania, byłoby rzeczą stronną i zupełnie niesprawiedliwą.
Czyż myślicie, panowie Francuzi, że to działanie nie jest mądrzejsze od waszych wiecznych żarcików z kobiet? Czy nie ma w tym więcej logiki? „Ale nam wcale nie idzie o logikę” — odpowiecie mi może? O, wiem o tym; logika nie znamionuje rozumu francuskiego, jest ona, owszem, słabą jego stroną.
Oto rezultat otrzymany z systemu przyjętego przez naród amerykański; rezultat ten odpowiada zwycięsko na wszystkie opozycje stawiane we Francji przeciwko emancypacji kobiet.
We wszystkich szkołach, we wszystkich uniwersytetach, kursach dodatkowych, kursach wyższych, w kolegiach mieszanych, płeć żeńska podług zeznania profesorów i dyrektorów pod żadnym względem nie stoi niżej od męskiej w jakiejkolwiek gałęzi wiadomości ludzkich.
I tak na uniwersytecie Vassar133 na przykład jest czterysta młodych panienek, które wraz z czterystu chłopcami słuchają najwyższych kursów we wszystkich przedmiotach; profesorowie zapewniali mnie, że idą na równi ze swymi towarzyszami, okazują się równie zdatne, a pilniejsze od nich. Kobiety w Ameryce nie tylko korzystają ze wszystkich nauk, ale mają wolny przystęp do każdego zawodu. Zapytajcie się mężczyzn tamtejszych, czy przeszkadza im taki porządek rzeczy?
Powiedzą wam, że są z niego zadowoleni; bo naprzód mężczyzna, żeniąc się, ma tylko błogą pewność, że w razie jego śmierci, kiedy zostaną dzieci, a interesy będą zawikłane, żona jego stanie się głową rodziny i że nie tylko zarobi na swoje i dzieci utrzymanie, ale każdy zawód będzie przed nią otwarty.
Zapytajcie ich jeszcze, proszę, czy ta poważna nauka czyni ich żony pedantkami? Czy bawią się w naśladowanie śmiesznych kobiet wykwintnie wymuszonych? (les précieuses ridicules). Odpowiedzą wam bez wątpienia, że te kobiety są doskonałymi żonami, najlepszymi gospodyniami i z pewną złośliwością nadmienią, że Amerykanki dość są poszukiwane na żony przez Europejczyków, szczególniej przez Francuzów, gdy tymczasem bardzo nieczęsto się zdarza, żeby Amerykanie żenili się z Francuzkami. Uważają je za prostaczki i istoty nie mające praktycznego wykształcenia.
Amerykanie przyznają z przyjemnością, że dzięki emancypacji, jakiej używają ich żony, kobiety pod względem umysłowym wyżej nawet stoją od mężczyzn. Oni są z tego dumni i szczęśliwi.
Nie można przecież powiedzieć, żeby kobieta amerykańska stanowiła wyjątek, bo naród ten nie składa się z osobnej rasy, ale po prostu z mieszaniny wszystkich ras i narodowości europejskich.