— Nie stłukłam, ale nieczysty.
Namyślał się przez chwilę, nareszcie dał mi inny, ale nóż i widelec pozostawił ten sam; znowu proszę o zmianę.
— Dlaczego — powiada — czy połamane?
Z wielką trudnością doszłam do tego, tak w Nowym Jorku, jak w Newport, we wszystkich główniejszych hotelach, że odmieniano mi talerze i widelce. Wszyscy posługacze mruczeli:
— Co za szczególne upodobanie ma ta pani odmieniać talerze i widelce po każdej potrawie.
Amerykanie obcierają bez żadnej ceremonii palce o obrus, kładą kości z ryb na stole lub rzucają je na ziemię. Kto z nimi je przy jednym stole, może stracić apetyt na całe życie.
Byłam nieraz obecna przy obiadach wieśniaków we Francji, ale przysięgam, że nigdy nie widziałam, żeby istota ludzka jadła w podobny sposób jak w Ameryce.
Kiedy ktoś z gości doszedł już do wetów, podnoszą obrus biały, zwijają go przed jego talerzem, żeby miał przyjemność kłaść swoje wety na obrusie różowym, który jest pod spodem i który raz na rok piorą. Ponieważ nie wszyscy razem przybywają na deser, obrus biały to się zwija, to rozwija, to skręca w jedną stronę, to w drugą i wygląda jak ogromna szmata.
W żadnym kraju na świecie nie ma tak złej kuchni jak w Ameryce.
Arabowie mają swój kuskus, jest to doskonała potrawa z ryżu gotowanego z mięsem; jest zdrowa i pożywna.