Beduini na całe pożywienie przez cztery lub pięć dni mają trochę mąki kukurydzowej rozczynionej wodą, ale szóstego dnia każą sobie upiec całego barana; wieszają go nad szerokim kamieniem, dwa inne kamienie służą zamiast wilków kuchennych56, zasadzają barana na rożen lub kawał drewna. Piecze się przy mocnym ogniu, sok ścieka w półmisek na ryż, który tam jest podstawionym. Kiedy baran upieczony, kładzie się go do ryżu i po prostu, bez ceremonii, każdy bierze garść ryżu w rękę, urywa kawałek mięsa i zajada smacznie. Jadłam taki obiad pod namiotem Beduinów.

Ten sposób jedzenia wydał mi się naturalniejszy i nie tak obrzydliwy jak u Amerykanów.

Turek ma swój pilaw, to jest ryż gotowany z drobiem i korzeniami, ma też oberżynkę (rodzaj dyni) nazwaną przysmakiem Proroka, która i w samej rzeczy jest smaczna.

Hiszpan, wyszydzany z powodu lichej kuchni, ma w każdym razie wyborną czekoladę.

Amerykanin nie ma kuchni, wszystko, co jada, jest niezdrowe i niesmaczne.

Zupa to rzecz nieznana w Ameryce. Jeżeli chcesz ją mieć koniecznie, dadzą ci wody ciepłej z pieprzem.

Jeżeli chcesz coś innego, to podadzą ci ostrygi gotowane z pieprzem czarnym, czerwonym i białym.

Nigdy tu nie ma dobrego pieczystego, mięso źle ugotowane, w niedobrym gatunku, na każdy obiad dają kurczęta z białym lub ciemnym sosem, pieczone lub gotowane, dużo ciast ciężkich i ów sławny chleb prosto z pieca; sałata bez przyprawy, rzucą soli i pieprzu na stół i tę zieleninę je się surową; lubią także kapustę i pomidory surowe. Proszę sobie wyobrazić te potrawy oblane mlekiem lub lemoniadą z lodem.

Przy takim żywieniu się nic dziwnego, że Amerykanie skarżą się na trudność trawienia. Jakże żołądek wytrzyma takie potrawy.

Zapomniałam o jednym jedzeniu bardzo poszukiwanym: o kukurydzy. Gotują ją w całości i podają na dużym półmisku. Amerykanie obgryzają te gałązki zębami; co do mnie, nie mogłam przyzwyczaić się do takiej potrawy.