Byłam raz zaproszona do bogatego domu kupieckiego na obiad. W wigilię57 dnia tego gospodyni spytała się mnie, czy lubię ostrygi; odpowiedziałam twierdząco. Nazajutrz więc podają mi najprzód zupę z ostryg, którą pomimo zbytniej obfitości pieprzu zjadłam, bo powiedziałam, że lubię ostrygi! Na drugą potrawę dostaję ostrygi smażone. Pomyślałam sobie: trochę zanadto ostryg na jeden dzień. Na koniec przynoszą duży półmisek mięsa, nieodzownego przy obiadach, a później podają mi jeszcze ostrygi surowe z sałatą bez przyprawy; lody, ciasta i obiad skończony.

Ci z Amerykanów, którzy dłużej bawili we Francji lub w Europie, jedzą lepiej, ale muszą mieć kucharzy francuskich lub angielskich, bo mniemani kucharze amerykańscy nie znają się wcale na sztuce kucharskiej.

Ciasta amerykańskie są ciężkie, niezdrowe, jednakże dziewczęta i kobiety lubią je; na przechadzkach ciągle zachodzą do cukierni na ciastka i do apteki po pewien napój, który jest niesmaczny i niezdrowy.

Wszyscy aptekarze w Ameryce prócz lekarstw sprzedają także napoje chłodzące.

Mówiłam już, że hotele w tym kraju nie dla pomieszczenia i wygody cudzoziemców są urządzone, ale dla samych Yankeesów.

Marzeniem każdego Francuza jest mieć swój dom; najuboższy rzemieślnik, wyrobnica, mająca zaledwie z czego żyć, składa grosz do grosza, żeby sobie kupić sprzęty i mieć swój kąt.

Najdrobniejsza nasza szlachta pokazuje z dumą sprzęty, które służyły dwom pokoleniom, i nie zazdrości bynajmniej tym, którzy mieszkają w hotelach, używają cudzych mebli całe życie i żyją po obozowemu, chociażby w najwykwintniejszych salonach.

We Francji mają miłość rodziny, Amerykanie za to pewien instynkt narodów koczujących; u nich miłość rodziny przytłumiona jest przez żądzę zarobkowania.

Ojciec nic nie winien swoim dzieciom, może je wydziedziczyć, zostawić majątek, komu chce, ale też nie ma żadnej powagi. Dziewczyna idzie za mąż za kogo jej się podoba; młodzieniec piętnasto- lub szesnastoletni myśli o robieniu majątku, bo nie rachuje wcale na ojcowski i nie zasięga rady ojca przed obraniem zawodu. Jedzie na drugi koniec Ameryki, opuszcza rodzinę obojętnie, myśli tylko o sobie.

Ta wolność nieograniczona, która przyznaje człowiekowi prawo rozporządzania majątkiem, jaki nabył, jest w gruncie racjonalna. To miała dobrego, szczególniej w kraju, w którym wszystko było do stworzenia, że zmuszała każdego człowieka korzystać ze swojej inteligencji. Wolność ta zrodziła pracownika, ale zabiła powagę rodzicielską i miłość rodziny... Przywiązanie do parafii jest im obce; Yankees nie przywiązuje się do żadnego miejsca. Opuszcza bez żalu miasto, gdzie się urodził, gdzie przepędził wiek dziecinny, jeżeli spodziewa się zarobić gdzieś indziej więcej pieniędzy; zawsze obozuje, nigdy się nie osiedla; dla tych więc pobudek urządzono hotele i boarding houses w Ameryce.