Zbytecznym byłoby nadmieniać, że plotki, obmowy i małe zawiści są przedmiotami rozmowy między kobietami. Jednakże przyznać trzeba Amerykankom, że nie mają tak złych języków jak damy europejskie; przeciwnie, są między nimi takie, które trzymają ze sobą, bronią się wzajemnie i w tym ich siła moralna.
Wieczorem zgromadzają się w jednej sali, gdzie jedni czytają Biblię, inni dzienniki, inni jeszcze rozmawiają. Byłoby to prześliczne, gdyby wszyscy znali się dobrze i sympatyzowali ze sobą. Ale żyć z obcymi, często bardzo nieprzyjemnymi, to prawdziwa męczarnia!
Już nie utrzymujący boarding, ale nawet osoby wynajmujące tam mieszkania, jeżeli te są obszerne, ogłaszają w pismach, że mają do odstąpienia jeden pokój lub dwa ze stołowaniem i przyjmują zgłaszających się do swoich mieszkań, gdzie już pozbywają się sami swobody dla kilkuset dolarów miesięcznie.
Jakaż sprzeczność między życiem podobnym a niezależnością tego narodu!
Miłość złota trzyma pierwsze miejsce i skłania tych ludzi do ofiary swojej wolności.
Uwielbiam i podziwiam wiele rzeczy w Ameryce, ale nie życzę sobie, żeby tryb życia amerykański był kiedykolwiek przyjęty w Europie, bo ten obcy żywioł niweczy wszelkie uczucia przywiązania między krewnymi.
Wiele osób zna z doświadczenia, jak niedziele w Anglii są smutne i posępne, można oszaleć lub zabić się z nudów, teatry, hotele pozamykane, kościoły tylko otwarte. Nie wolno ani śpiewać, ani grać na fortepianie, ani pisać; trzeba się nudzić, jeżeli ktoś nie chce uchodzić za niewiernego. Z trudnością nawet można kupić coś do zjedzenia w te dni święte!
Méry opowiadał mi raz, że nie znając zwyczajów angielskich, w pierwszą niedzielę bytności swojej w Londynie, wyszedł jak zwykle ze swego pokoju do kawiarni na śniadanie. Znalazł ją zamkniętą; idzie do drugiej, również zamknięta. Głód zaczynał mu dokuczać, zapytuje więc jakiegoś policjanta, dlaczego te zakłady pozamykane.
Policjant złośliwie spojrzał na niego:
— Jak to — mówi — dlaczego? Czy pan nie wiesz, że to dziś niedziela?