Dwa te dzienniki mogłyby walczyć o lepsze z najlepszymi naszymi dziennikami politycznymi Paryża.

Rozdział III. 122 sekty religijne w Ameryce

Zaprawdę, powiadam wam, stary świat pozostał w tyle; Amerykanie są zwiastunami przyszłych wieków.

Zasługują oni pod każdym względem na nazwę ludzi dwudziestego wieku. Rycerstwo! historia starożytna! — nie znają tego nawet z nazwy.

Idee przyjęte i nakazane zwyczajem? Przesądy!

Nie myślcie jednakże, iż je podeptali nogami, nie; oni to wszystko szanują, ale z dziwną zręcznością umieją obracać na własną korzyść!

Talleyrand88 był tylko naiwny w porównaniu z ludźmi Nowego Świata.

Tartuffe89 to głupiec, mający dobre zasady, ale nieumiejący chować ich w sekrecie, odkrywał całą swoją duszę Elmirze.

Amerykanie są kuci, bardzo kuci. Praktyczność ich przechodzi wszelkie granice. I tak: nie ma wolnomyślicieli w Ameryce... bo to rzecz niepraktyczna; religia jest płaszczem wygodnym i łatwym do noszenia dla ludzi obrotnych!

Wolnomyśliciel! Ależ takiego ciągle biorą na egzamin, śledzą jego życie, szukają w nim zgorszenia, bojaźliwie, lecz z nieporównaną gorliwością; pełno ma nieprzyjaciół. Gdy tymczasem świętoszek to co innego; wierzą ślepo jego cnocie.