Stworzyli oni sekty religijne przedstawiające wszystkie wady, rozpusty, niemoralności, jakie tylko wymyślić i wymarzyć może imaginacja ludzka.
Odgrywa się sztukę.
Każdy wybiera sektę schlebiającą niemoralnościom, do których największy ma pociąg, i jest gorliwym jej wykonawcą.
Proszę go nie nazywać rozpustnikiem, bo odpowiedziałby dumnie i surowo:
— Panie, ja pełnię swoją religią!
Gdyby kto chciał przekonywać ich, że właśnie ta religia służy im do nieprawości, nazwaliby go nietolerantem.
Dzięki temu dowcipnemu wymysłowi religii zezwalającej na wszelkie instynkty nierządne, żądze urojone, złe namiętności, nie ma najmniejszej niemoralności w Ameryce; są tylko sto dwadzieścia dwie sekty religijne pozwalające na wszelką rozpustę możebną i niemożebną.
Nie ma tam ludzi niemoralnych, są tylko pobożni i gorliwi wykonawcy sekt.
Trzeba widzieć, z jakim błogosławionym zapałem każdy wypełnia religię przez siebie obraną!
Trzeba widzieć, jak ci mistrze świętoszkowie gorszą się demoralizacją Europy! Jaki grad obelg spada codziennie z ich ust na lekkomyślność obyczajów francuskich!