— Gdybyś umarła przede mną, moja ukochana, przysięgam ci na moją duszę, że żadna kobieta nie zyskałaby mojego serca ani nawet spojrzenia. Czekałbym niecierpliwie śmierci, która by mnie z tobą połączyła.

We dwa miesiące potem Ira wpadła w niebezpieczną chorobę płucową. Czując się coraz gorzej, prosiła rodziców, żeby przyprowadzili tego, którego kochała. Nie odmawia się nic umierającemu. Wezwano więc Swedenborga. Pożegnanie było rozdzierające. Ira chciała dać mu na pamiątkę medalionik, który nosiła na szyi, ale on prosił jej jak o największą łaskę, aby mu dała stolik, na którym zapisali przysięgi. We dwa dni potem Ira leżała w zimnym grobie, a kochanek jej na całą pociechę miał ten drogi stolik, na którym jego ulubiona skreśliła słodkie wyrazy tkliwej miłości. Dwadzieścia razy na dzień całował to pismo, oblewał je łzami. Był niepocieszony w swojej boleści przez cały rok.

Aż jednego dnia jakiś przyjaciel zabrał go do teatru.

Bawiła wtenczas w Sztokholmie aktorka, bardzo piękna, przyjaciel przedstawił go jej. Aktorka była kobietą, a zatem trochę kokietką. Znała ona smutną historię miłości Swedenborga. Postarała się więc o to, żeby Irę zapomniał. A była śliczna, zachwycająca. Przychodził często do teatru, później do niej i wkrótce nie myślał już o nieboszczce, lecz zapragnął być kochany przez tę kobietę. Zaczął jej się zalecać; ona, przebiegła i zręczna, umiała opierać się długo dla podniecenia miłości. Jednego razu na koniec przyjęła jego zaproszenie na herbatę do siebie. Przybrał więc świątecznie całe swoje mieszkanie, ozdobił je prześlicznymi kwiatami, oświetlił, słowem, postarał się, żeby przyjęcie godne było bogini, która go miała odwiedzić. Wtem spostrzegł stolik, i wyrzut sumienia jak błyskawica przeniknął jego serce... Ale usłyszał dzwonek, to była ona...

Czym prędzej postawił stolik w kącie; przyćmiewał on zbytkowne jego meble. Aktorka weszła, a rozmawiając i przyglądając się ciekawie wszystkiemu, położyła kapelusz właśnie na tym stole. I zdziwiona zapytała:

— Dlaczego pan postawiłeś w salonie ten skromny stolik?

Zmieszał się Swedenborg. Aktorka patrzyła na niego. Instynktem kobiety odgadła, że to była pamiątka, pamiątka po rywalce, a gdy on, zakłopotany, usiłował zmienić rozmowę na inny przedmiot, ona z wytrwałością prawdziwie kobiecą w podobnych razach, nie opuszczała stolika, przyglądając mu się ciekawie.

— Dosyć, figlarko — wołał — chodź do mnie i powiedz mi lepiej, że przekonana jesteś, iż kocham cię szalenie i że ty także choć trochę mnie kochasz.

— Pan mnie kochasz? Przysięgnij!

Przysiągł.