Pochylamy głowy przed duchem tej znakomitej i ślicznej kobiety. Pan H. L. mówi ze wzruszeniem:

— O, ona jest równie dobra, jak mądra, wie, że ją kochałem. Niegdyś nie mogłem czytać jej książek bez gwałtownego wzruszenia; i jeżeli pragnąłem jechać do Paryża, to dlatego, że chciałem ją poznać, a przynajmniej zobaczyć. Jak tylko dowiedziałem się o jej śmierci, przywołałem jej ducha. Przybył na moje wezwanie i wysłuchał wyznania mojej miłości.

— Ja także — odezwałam się do pięknego ducha tej najpiękniejszej kobiety — jestem jedną z pani wielbicielek. Na dzisiaj zrób mi łaskę i nie słuchaj oświadczeń twojego starego kochanka, a powiedz mi coś o świecie, na którym jesteś, i gdzie ja sama pójdę niedługo.

— Cóż chciałabyś wiedzieć? — odpowiedział stół.

— Czy wolno mi zapytać, gdzie jesteś w tej chwili i z kim się znajdujesz?

— Siedzimy na pięknym obłoku bladoróżowym. Jestem w towarzystwie Józefa Armand, Leona Sylvain i Musseta109.

Dwóch pierwszych imion nie znałam, ale ostatnie mnie zaciekawiło.

— Co robi Musset na tamtym świecie? Jak mu się tam podoba?

— Jest nieznośny i niegrzeczny dla mnie, która szukam jego towarzystwa. Wyobraź sobie, że ciągle spogląda na ziemię i zajęty tym, co się na niej dzieje; bardzo roztargniony na naszym świecie.

— Czy nie byłabyś łaskawa wyjaśnić mi w języku trochę zrozumialszym dla mnie, słabej śmiertelnicy, co to jest dusza i co się czuje w jej stanie?