Takie zadałam pytanie, a oto dosłowna odpowiedź:
— W stanie, w jakim ty się znajdujesz, czujesz swoje ciało, ono jest dotykalne, widzialne; duszę zaś, to jest myśl, wolę czujesz niedokładnie. Ta cząstka ciebie samej istnieje, chociaż jest niedotykalna. Aby ci dać lepiej zrozumieć, powiem ci, że jak pomyślę o jakimś ulubionym napoju, natychmiast doznaję takiego uczucia, jakbym go piła rzeczywiście. Kiedy matka moja zbliża się do mnie i całuje, ten pocałunek, którego ująć nie mogę, taką mi sprawia rozkosz, jak kiedy za jej życia i mojego, usta jej dotykały mej twarzy... Kiedy czegoś zapragniemy, doznajemy uczucia, jakim napełniało się nasze serce za życia przy spełnieniu tego życzenia; zdolni jesteśmy tylko czuć przyjemność, rozkosz, nigdy zaś zmęczenia i nudy... Kiedy chcę iść tu lub tam, zobaczyć to lub owo, natychmiast jestem tam, gdzie zapragnęłam, i widzę to co, zażądałam; nasze ciała, chociaż niedotykalne, istnieją przecież, ale zamiast być materią, są światełkiem... Czy rozumiesz?
Tak, rozumiem, niebo opisane przez panią Girardin wydaje mi się logiczne i ponętne, aż chęć bierze umrzeć jak najprędzej...
Te frazesy110 przepisałam dosłownie, jak stół je dyktował; ani pan H. L., ani ja nie mielibyśmy czasu ich układać, bo drgania szły tak prędko, że pisaliśmy pośpiesznie litery wskazane, nie wiedząc, jak te litery tworzyły wyrazy a te znowu zdania.
Ale poprzestanę na tym — rzecz to zbyt śliska — słyszę szyderczy śmiech niedowiarków... Pomówmy o kwakrach, pozostawiając na boku niebezpieczną kwestię spirytyzmu.
*
Kwakrzy to wcale nie zabawni ludzie. Nosili niegdyś strój oryginalny, dziś niepotrzebnie porzucili tę oryginalność i zostali tylko najnudniejszymi ludźmi z wymuszoną powagą.
Ubranie ich, którego próbki znajdują się jeszcze w Bostonie, składało się dla mężczyzn z wielkiego kapelusza formy hiszpańskiej z niezmiernie szerokimi skrzydłami, z surduta à la turque111, zapiętego aż pod brodę... Dziś noszą, z miną zawsze poważną, na głowie rury kominowe, tak nazwane panamy, pantalony112 popielate lub białe, krawaty czerwone lub niebieskie... ale nikomu się nie kłaniają, nie używają żadnych formułek grzeczności, mówią wszystkim „ty”.
Kobiety nosiły suknie wełniane czarne, fartuszki jedwabne zielone, a na głowie czarne przykrycie. Kostium ten miał dosyć wdzięku i stosowny był do surowej, poważnej postawy kwakierek. Teraz prócz bardzo małej liczby te panie ubierają się tak jak kobiety w Europie, tylko udają większą prostotę i nie noszą biżuterii.
Najciekawszą rzeczą w tej sekcie jest sposób, jakim wywołują przyjście natchnienia boskiego.