Zgromadzają się wszyscy, mężczyźni i kobiety razem, w świątyniach, ogromnych salach bez żadnej ozdoby, zachowują najgłębsze milczenie i spokojność, starają się nawet nie myśleć o niczym.

To skupienie ducha, ta cisza, przy której mucha nawet słyszeć się daje, trwa często godzinę i więcej; nareszcie jakiś kwakier lub kwakierka powstaje nagle; całe ciało drży konwulsyjnie (dlatego nazywają ich drżącymi), to znaczy, że duch ich nawiedza. Wszyscy więc zwracają się do niego lub do niej, z wolna drżenie ustaje, a natchniony zabiera głos. Słuchają go ze skruchą, to Bóg mówi przez jego usta...

Przeciwni są wszelkim sakramentom, wszelkim obrządkom zewnętrznym, nie mają ani modlitw, ani kaznodziejów oddzielnych, bo pierwszy lepszy z nich natchniony staje się kaznodzieją.

Byłam dwa razy w ich świątyni i za każdym razem słyszałam i widziałam kobietę natchnioną duchem bożym.

Kwakrzy mają ten przywilej, że wierzą im na słowo w sądach, nie zmuszając do przysięgi, co zresztą zakazane jest w ich religii...

Wojna podług nich jest ohydną ustawą i sprzeciwia się przykazaniom boskim... Dlatego nigdy w niej nie biorą udziału.

Potępiają także polowanie, gry, taniec, teatr, nie lubią nawet śpiewu.

Pomimo to mają opinię poczciwych ludzi, usłużnych, pełnych miłości bliźniego. Ta sekta była założona w Anglii przez szewca Foxa w roku 1649, pod nazwą: Towarzystwo Chrześcijańskie Przyjaciół. Krzewicielami jej byli: Wilhelm Penn, Robert Barclay i Samuel Fisher.

Prześladowanym, zamykanym jak wariaci w Anglii, wolna Ameryka dała u siebie gościnne schronienie. Wilhelm Penn, ich naczelnik w Ameryce, osadził tych wszystkich emigrantów w stanie Pensylwania i na Rhode Island. Dziś można liczyć do pięciuset tysięcy kwakrów w Ameryce. Miasto Filadelfia jest prawie wyłącznie zamieszkane przez tych sekciarzy; obyczaje ich są podobno czyste i surowe. Chcę temu wierzyć. Nowa sekta utworzyła się w Marylandzie, nowych kwakrów, czyli nikolitów.

Zgubiłam notatkę, na której podług ich objaśnienia spisałam, na czym zasadza się to odszczepieństwo.