*

Nie będę mówiła o sekcie mormonów, bo poświęciłam im długi rozdział już gdzie indziej113; dodam tylko, że nie rachując mormonów, mieszkających w bliskości Jezior Słonych, w Nowym Jorku, nawet w okolicy Williamsburga, na pierwszej, drugiej i trzeciej ulicy znajduje się sekta praktykująca wielożeństwo (poligamię); wprawdzie jest ich zaledwie osiemdziesiąt do stu rodzin.

Jest jeszcze wiele innych sekt w Ameryce; nie mogę mówić o wszystkich, bo i miejsca mało na to, i może lepiej zostawić je w cieniu niż wyprowadzać na światło z przyczyny niemoralności, jakie pełnić nakazują.

Zakończę ten rozdział słówkiem o materialistach; ci nie wierzą w inne życie ani w istnienie duszy; utrzymują, że ciało składa się tylko z materii i wrażeń, zapewniają, że prawdziwa mądrość polega na tym, żeby nie opuszczać najmniejszej okazji do rozweselenia się.

Lubią dobre jedzenie, przyjemności; nie ma u nich małżeństwa.

Mieszkają w wiosce przy Nowym Jorku, jest ich blisko pięć tysięcy, dzieci zaledwie trzydzieścioro.

Jak im ktoś zarzuca, że przy takich zasadach świat się zakończy, to odpowiadają: „Tego też potrzeba; człowiek może zrodzić tylko człowieka, a natura jest w stanie wydać istoty doskonalsze; zresztą, co nam do tego, że po nas już nic nie będzie”.

Rozdział IV. Pomyślność w Ameryce

Odkrycie Ameryki to prawdziwe zrządzenie Opatrzności! Bóg to pokierował krokami Krzysztofa Kolumba w stronę Nowego Świata, chcąc ukazać lepszą ojczyznę nieszczęśliwym wyrzutkom społeczeństwa.

Ta nowa ziemia jest rozległa i zawiera niewyczerpane bogactwa. Kto chce tu pracować, nie dozna niedostatku, dosięgnąć nawet może najwyższego szczebla drabiny społecznej; na tej dziewiczej ziemi wszyscy znaleźć mogą byt, swobodę i szczęście.