Czyż można pomyśleć bez wzdrygnienia, a zarazem bez wynurzenia wdzięczności wyrokom Przedwiecznego, który stworzył i rządzi wszystkim, czyż można pomyśleć, w jakim stanie społecznym znajdowałaby się dziś Europa, gdyby nie było Ameryki, która stała się niejako upustem przepełnionej ludności Starego Świata.
Bez Ameryki, proszę się zastanowić, byłoby trzydzieści osiem milionów ludzi więcej w Europie!
Trzydzieści osiem milionów istot bez sposobu do życia! Ile by to ściągnęło wojen domowych, ile nieporządków! Kwestia irlandzka114 niedogodna jest dla Anglii, ale co by się to już działo w tym kraju, gdyby pięć lub sześć milionów jego wynędzniałych mieszkańców nie było się schroniło na gościnną ziemię Nowego Świata.
Że w Niemczech jest spokojność, że umysły tam nie burzą się gorączkowo, to bez wątpienia dlatego tylko, że osiem do dziesięciu milionów najbiedniejszych, najgorzej uposażonych przez los, przeniosło się do Ameryki, aby tam również mogli dorobić się majątku i dojść do znaczenia.
Kraj niemiecki doznałby był także wstrząśnienia w społeczeństwie, bo wcale nie jest bogaty. W obecnym położeniu wieśniak ma tam zaledwie tyle ziemi, żeby mógł wyżywić się wraz z dziećmi; słowem, ci tylko mogą się tam utrzymać, którzy pozostali, lecz gdyby emigranci nie opuścili kraju, zabrakłoby chleba, zabrakłoby zajęcia dla ludzi chcących pracować na swoje utrzymanie.
Stąd wynikłaby u jednych chęć słusznego zachowania swego dorobku, u drugich, umierających z głodu, zawiść do szczęśliwszych; zimni teoretycy sililiby się na jałowe i bezskuteczne systematy, komunistyczne lub inne, aby zaradzić złu; ale tylko wojna, mordy, zaraza i tym podobne klęski pogodzić by zdołały biedną ludzkość.
To samo można powiedzieć o Szwecji, Norwegii, Holandii i Szwajcarii. We wszystkich tych krajach ci, co nie mogą żyć u siebie, oddalają się wspaniałomyślnie, nie chcąc szarpać matki-ziemi utarczkami bezpłodnymi, a niebezpiecznymi.
Ameryka więc ocaliła spokojność wszystkich tych narodów; a kto przebiegnie ten ląd rozległy, zobaczy te przepyszne miasta, zaludnione przez szczęśliwych milionerów, na wsiach folwarki podobne do zamków, a w nich dostatek, kiedy na koniec widzi się te cuda w sztuce, przemyśle i mechanice, wykonane przez emigrantów przybyłych do tego kraju bez grosza w kieszeni, czuje się na ten widok niewypowiedzianą radość i wielbi się Opatrzność za wielki, piękny świat, na którym wszyscy ludzie znajdują miejsce i każdy znaleźć może szczęście!
Trzydzieści lat zaledwie dobiega, jak emigracja zwróciła się na zachód Ameryki, a już przepyszne miasta wzniesione, handel ożywiony, kolosalny przemysł się rozwinął!
Przed trzydziestu laty w tej części lądu amerykańskiego mieszkały tylko bawoły, antylopy, jelenie oraz kilka pokoleń Indian koczujących i dzikich. Trzy miliony ludzi będących tu dzisiaj walczyło w swoich krajach z niedostatkiem, nędzą... Odważyli się przebyć ocean. Są teraz tu, dumni i szczęśliwi z tego, co przedsięwzięli; jedni wyszli na bogatych kupców lub bankierów, inni mają tak duże folwarki, że trzeba dzień cały poświęcić, aby je obejść. Dobry byt, dostatek wszędzie się spostrzega. Ostatni w swoim kraju, stali się pierwszymi w tej drugiej ojczyźnie.