Naczelnicy partii demokratycznej czyż nie powinni by radzić, a nawet sprowadzać do tego kraju wszystkich biednych wyrzutków społeczeństwa umierających z głodu?

Czyż to nie byłoby użyteczniejsze dla szczęścia mas niż piękne frazesy o systemach społecznych i politycznych?

Przynajmniej ja tak sądzę.

Bo trzeba nareszcie zrozumieć, że Francja, podobna do oceanu zbyt ścieśnionego w swoich granicach, nie przestanie wrzeć i burzyć się, dopóki nie znajdzie jakiegoś upustu, odpływu na swe przepełnienie. Niechże wydziedziczeni przez los nabiorą odwagi przebyć morze, a znajdą kraj, w którym będą mogli przy pracy żyć wygodnie bez troski o jutro.

Bóg dał człowiekowi prawo szukania swojego szczęścia nie na jednym punkciku ziemi, ale na całym świecie. Niechże ta istota rozumna stara się korzystać z tego przeznaczenia, stając się godną wysokich zamiarów Opatrzności względem siebie.

Rozdział V. Kobieta w Ameryce

Im przesąd jest niesprawiedliwszy i niedorzeczniejszy, tym głębiej wkorzenia się w umysł Francuza. Jest to naród dowcipny, lecz hołdownik rutyny większy niż każdy inny; przyjmuje opinię już gotową, skoro ta wydaje się śmieszna lub dowcipna, i nie zadając sobie pracy w przekonaniu się, czy jest sprawiedliwa czy nie, popiera ją całą mocą.

Trudno rozprawiać o czymkolwiek z wieloma Francuzami, bo często na najpoważniejsze dowodzenie odpowiedzą igraszką słów lub zdaniem przeciwnym, paradoksem.

Inni tak zaczynają rozmowę: „Każdy człowiek mądry i rozumny musi podzielać moje zdanie”.

To znaczy: „Jeżeli przypadkiem nie jesteś mojego zdania, to po prostu dlatego, że jesteś głupi”. W takim razie wszelka dyskusja staje się niepodobna.