Strumień

Suniesz jak czas melodyjny, aż czasem prąd mnie oddali,

Widmowo śpią moje dłonie, rozrzucone na płask,

A dusza rośnie w otchłanie, cieniem spływa po fali,

Niesie się, sączy — i oto w strugi przemienia się blask.

Piaskiem szarawym przemyka, srebrne topiele muska,

Lekko się chwieje głębiną, wznosząc przeźroczość1 pian,

Wybrzeża, co w nią wglądają, w zwarte całują ją usta,

I nie wie, czy to w niej widnej mijany odbija się łan.

We mnie olchy z zieloną twarzą