— Nie znam żadnego z nich — rzekłem.
— Przypomnij sobie, czy nie znasz żadnego z tych, których wymienię, podzielają bowiem mniemania ojca Le Moine.
Znałem w istocie paru. Następnie rzekł:
— Uważ, czy nie znasz dominikanów zwanych nowymi tomistami, wszyscy oni bowiem myślą tak samo jak ojciec Nikolai.
Znałem również paru z tych, których mi wymienił; postanawiając skorzystać z rady i wyjaśnić tę sprawę, pożegnałem go i udałem się do jednego z uczniów mistrza Le Moine.
Zakląłem go, aby mi powiedział, co to znaczy mieć „najbliższą możność uczynienia jakiejś rzeczy”.
— To bardzo proste — rzekł — to znaczy mieć wszystko, czego trzeba, aby ją uczynić, tak iż nie brakuje nic do działania.
— Zatem — rzekłem — mieć „najbliższą możność” przebycia rzeki, to znaczy mieć łódkę, przewoźników, wiosła etc., tak aby niczego nie brakowało.
— Bardzo słusznie — rzekł.
— A mieć „najbliższą możność” widzenia — rzekłem — znaczy być w jasnym świetle i mieć dobry wzrok. Kto by bowiem miał dobry wzrok w ciemności, nie miałby „najbliższej możności” widzenia, wedle ciebie; a to, iż brakłoby mu światła, bez którego niepodobna widzieć.