Rzekłem tedy do owego ucznia ojca Le Moine:

— Znam kogoś, kto powiada, iż wszyscy sprawiedliwi mają zawsze możność modlenia się do Boga, ale że mimo to nie będą się modlili nigdy bez skutecznej łaski, która ich skłoni do tego i którą Bóg nie zawsze daje wszystkim wybranym; czy to heretyk?

— Zaczekaj — rzekł ów doktor — mógłbyś mnie zaskoczyć. Idźmy powoli. Distinguo: jeżeli nazywa tę możność „możnością najbliższą”, będzie tomistą, a tym samym katolikiem; jeżeli nie, będzie jansenistą, a tym samym heretykiem.

— Nie nazywa — rzekłem — ani „najbliższą”, ani „nie najbliższą”.

— Jest tedy heretykiem — rzekł — spytaj tych godnych ojców.

Nie wziąłem ich za sędziów, już bowiem zgadzali się skinieniem głowy; ale rzekłem:

— Odmawia przyjęcia tego słowa „najbliższy”, ponieważ nie chcą mu go wytłumaczyć.

Na to jeden z ojcaszków chciał przytoczyć definicję; ale uczeń ojca Le Moine przerwał mu, mówiąc:

— Chcecie tedy wszcząć na nowo nasze zwady? Czy nie zgodziliśmy się wraz, aby nie wyjaśniać tego słowa »najbliższy« i używać go z jednej i z drugiej strony, nie mówiąc, co ono oznacza?

Na co ów jakobin zgodził się.