Ptaki zamilkły i popatrzyły na Mandarynkę jak na wariata. Lecz kaczor ciągnął dalej, zupełnie niezrażony:
— I nie chcę być sobą! Ja chcę być sławny jak Justin Biber5 Albo jak Maryla Rodowicz6! I żeby mnie pokazywali w telewizji, i żeby wszyscy mnie podziwiali! Tego chcę!
— Bo jesteś głupi jak but, a nie wolny jak ptak — skwitowała całkowicie zniechęcona Kiwi.
I nie wiadomo, jak by się ta awantura zakończyła, ale na szczęście jedno z dzieci Nandu zaczęło wydawać piskliwe odgłosy „pi-pi-pi”, za chwilę dołączyło do niego kolejne i kolejne. I trzeba było wynieść się z telewizji do pobliskiej gustownej budki dla ptaków, gdzie papuga Kea przygotowała nocleg dla finalistów konkursu.
*
W budce dla ptaków było na tyle dużo pokoi, że każdy ptak miał swój. Jednak ptaki wolały spać wspólnie w salonie z telewizorem. Lepiej czuły się razem, tym bardziej że miały wielką tremę przed jutrzejszym występem na żywo. Co prawda udawały przed sobą, że niczym się nie przejmują, lecz tak naprawdę każde z nich potwornie się bało i wciąż rozmyślało o tym, kto wygra konkurs. Tylko pisklaki Nandu niczym się nie przejmowały i pipczały na całego, ogłaszając tym samym, że wcale nie mają ochoty iść spać.
Albatros, który przywlókł z sobą balię i znowu siedział po szyję w wodzie, usiłował przekrzyczeć potworny pisk stu małych Nandu.
— Czy one koniecznie muszą tak pipczeć?!
— Chcą obejrzeć bajkę! — wykrzyczał bezradnie Nandu. — Bez bajki nie zasną! I nie przestaną pipczeć!
Albatros wylazł z balii i ociekając wodą oraz wycierając zakatarzony nos, poczłapał do telewizora. Kiwi spojrzała na Nandu ze współczuciem.