— Obawiam się, że tak — rzekł Wrona z powagą. — Orłosęp chce, żebyśmy przestali być wolni jak ptaki.

— Chyba dziwaczni — rzucił z przekąsem Mandarynka.

— Niestety podpisaliśmy umowę. A nikt nie lubi być zabity i zjedzony — zawyrokował rozsądnie Wrona.

— By-zy-du-ra! — wrzasnął przestraszony Mandarynka.

— Orłosęp robi sobie z nas jaja — orzekł Albatros.

— I ta cała Kea też — dodała Kiwi. — Niby taka milusia, a jest z nim w zmowie!

— Ona jest unikalna — rozmarzył się niespodziewanie Wrona. Ptaki go jeszcze takiego nie widziały.

— Phi! Nawet ładna nie jest.

— Unikalna, bo to gatunek zagrożony wyginięciem — oprzytomniał Wrona. — Jest ich bardzo mało na świecie.

— A niech sobie wyginie! Zjadła kiedyś stado owiec na obiad. Pisali o tym w prasie — Kiwi lubiła czytać dzienniki i kolorowe magazyny.