Ale pisklaki dalej pipczały, a Mandarynka dalej panikował.
— Ja jestem piękny i kolorowy, I’m osom, cool13i nadzwyczajny! To wy mi ukradliście moje piórka!! Oddawać je natychmiast!
— Ciiiii pisklaki, ciiiii — Nandu starał się opanować sytuację. — Coś wam opowiem, posłuchajcie: „Halo, halo! Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju, nadajemy audycję z ptasiego kraju...”14.
Niespodziewanie telewizor zaczął śnieżyć i na ekranie pojawił się groźny dziób Orłosępa.
— Jakie ptasie radio?! Tu jest telewizja!
Przestraszony Mandarynka wskoczył do balii Albatrosa i zakrył się śmierdzącym rybami ręcznikiem. Nie chciał, żeby Orłosęp zobaczył go całego szarego.
— Moi drodzy — rozpoczął Orłosęp — czas szykować się na wielki finał. Za godzinę wchodzimy na żywo ze studia, wszystkie kamery są przygotowane.
Na to do salonu weszła Kea na wysokich szpilkach. Przez skrzydło miała przewieszone żółte kombinezony. Orłosęp rozejrzał się czujnie.
— A gdzie Mandarynka?
— Nie ma go, udziela wywiadu do „Gazety Wyborczej” — odezwał się zmienionym głosem Mandarynka, ukryty pod ręcznikiem Albatrosa.