Kiwi bezpardonowo zdjęła z Mandarynki ręcznik i wszyscy zobaczyli skulonego w balii kaczora.

— O, znalazł się — zakpiła Kiwi.

— A coś ty taki szary? — zapytał podejrzliwie Orłosęp swoim tubalnym głosem. Man­darynka aż się skulił.

— Najadłem się śmierdzących ryb Albatrosa i tak mi się niedobrze zrobiło, że poszarzałem. Zaraz mi przejdzie. Give me one minute, please15.

— Co? — Orłosęp nie był dobry w językach obcych.

— Jajco — skomentowała pod nosem Kiwi.

— Nie mam czasu na głupie rozmowy, lecę do Hong-Kongu16 na zebranie — Orłosęp stracił zainteresowanie szarym kaczorem. — Kea rozda wam kombinezony. Przypo­minam tylko, że każdy, kto zechce się teraz wycofać, zostanie zabity i zjedzony.

— Orłosęp wymownie pokazał podpisane przez ptaki kontrakty, a telewizor sam się wyłączył. Orłosęp zniknął z ekranu. Wrona spojrzał na Keę życzliwie, w przeci­wieństwie do reszty.

— Moi drodzy, przebierzcie się — prosiła papuga.

— Ja tego nie ubiorę. Nie do twarzy mi w żółtym.