— Tere fere — Kiwi na to, na co Kea uniosła się honorem.

— Proszę, tu jest klej, którym miałam posmarować wasze kombinezony. Nie zrobiłam tego.

— To jeszcze zrób coś, żeby twój wuj odwołał konkurs — Nandu nie ukrywał, że ma wisielczy humor.

— A po co? My stąd spadamy — wierciła się Kiwi.

— Nie możemy — posępna mina Nandu stała się jeszcze bardziej posępna.

— Właśnie że możemy! Wykradliśmy nasze kontrakty! Nie zostaniemy zabici i zjedzeni. Orłosęp może nas cmoknąć w dziób!

— Nie możemy. Mandarynka nie chce zdjąć kombinezonu.

— Niech spada na drzewo — zaproponowała Kiwi.

— Nie zostawimy Mandarynki na pożarcie Orłosępowi — stwierdził Albatros z pewnym smutkiem.

— Ale dlaczego nie? On jest głupi jak dżdżownica.