— Ten matoł nic nie rozumie — stwierdziła Kiwi. — On się cieszy.

— I co teraz? — rozejrzał się Nandu, a z odpowiedzią pospieszył mu zadowolony z siebie Orłosęp.

— A teraz zwycięzca podpisze kontrakt, w którym zobowiąże się do chodzenia w żółtym kombinezonie i niezdejmowania go pod żadnym pozorem przez najbliższe czterysta lat! Oto pióro i umowa!

Mandarynka wziął pióro i umowę, i już, już miał podpisać...

— Zróbcie coś, on to podpisze! — wrzasnęła Kea.

Albatros, nie namyślając się wiele, rozłożył skrzydła i zaczął machać nimi tak mocno, że zerwał się wieki wiatr, który wyrwał ze skrzydeł Mandarynki umowę i pióro.

— Aaaaa, ratunku! Wiatr porwał moją umowę!

Na to zawołał Wrona:

— A teraz — nasz plan! Raz, dwa, trzy!

Ptaki na „trzy” zdjęły żółte kombinezony, co wprawiło Orłosępa w istny szok.